Czapka Jayne’a Cobba

Więc jest taki bardzo znany serial. Znany główny z tego, że doczekał się ledwo 14 odcinków pierwszego sezonu, a potem ściągnięto go z anteny*. I wszyscy są tym stanem generalnie bardzo zaskoczeni, bo w jakiś magiczny sposób większość osób, która poświęci czas na obejrzenie serialu jest nim absolutnie zachwycona. Ten serial to Firefly. Około lutego zostałam poproszona o wydzierganie pewnego charakterystycznego nakrycia głowy jednego z bohaterów. Bardzo długo żałowałam, że jednak się zgodziłam, bo powstawanie tej czapki było męką dla mnie, męża, kotów oraz znajomych, którzy regularnie wysłuchiwali mojego wygrażania na ten projekt. W zasadzie nic trudnego, jak wrzucicie w wyszukiwarkę grafiki „Jayne Cobb” to natraficie na gostka w pomarańczowo-żółtej czapce-uszatce i to jest właśnie to. Mimo pozornej prostoty, czapka była jedną z moich największych rękodzielniczych zmór od kiedy sięgnęłam po szydełko. A oto i ona ;)

59a Jayne Cobb crochet hatNa kilku rękodzielniczych blogach trafiłam na prezentację czapki na balonie, więc bach!, też mam :D

Największym utrudnieniem było dla mnie to, że nie miałam pod ręką głowy, na którą dziergałam. To moja ledwie druga próba robienia czapki, więc nie czuję się jeszcze swobodnie w tej formie i możliwość przymierzenia czapy co parę rzędów byłaby bezcenna. Miałam oczywiście obwód czerepu, ale krzywizna głowy to nie jest po prostu półkula, o nie, tutaj trzeba się nagimnastykować znacznie bardziej. Na samym początku próbowałam czapkę dziergać na drutach (jeżeli przyjrzycie się screenom z serialu, zobaczycie, że czapka jest robiona prawymi oczkami drutowymi), ale po tym, jak kot machnął łapą, wyszarpnął drut z robótki, a moim oczom ukazał się tunel wypuszczonych na wolność oczek, stwierdziłam, że…po moim trupie ;) Wersję szydełkową najpierw zaczynałam od najszerszego miejsca i próbowałam ją zwężać. Katastrofa straszna. Ale jak zacząć od czubka i jakoś sensownie ją powiększać? Z pomocą przyszedł mi YouTube i filmik Make an Easy Crochet Hat. Nagranie okazało się wybawieniem – trochę ujarzmiło dla mnie formę czapki, pozwoliło mi uwierzyć, że faktycznie się da. Zaczęłam więc przerabiać oczka dokładnie tak, jak na filmiku i w ten sposób powstała pierwsza, ostatecznie odrzucona wersja czapy:

59e Jayne Cobb crochet hatKształt jest, kolor jest, ale czegoś brakuje….

Czapka ma pożądany kształt, ale przez zastosowanie słupków (zgodnie z filmikiem jest ich na obwodzie 80 sztuk) jest trochę za bardzo ażurowa. Serialowy pierwowzór wydawał mi się znacznie bardziej ścisły, więc zabrałam się za robienie czapki półsłupkami. Półsłupki są jednak o wiele mniej elastyczne i znacznie mniej wybaczają wszelkie błędy, więc jeżeli czapka byłaby za ciasna, to czekałoby mnie dzierganie po raz trzeci… Zupełnie na oko oszacowałam, że 120 oczek obwodu powinno wystarczyć. Całe szczęście nie pomyliłam się, bo naprawdę prędzej powiesiłabym się na pozostałej części włóczki, niż podjęła trzecią próbę dziergania tej czapki :P

59f Jayne Cobb crochet hatPo prawej słupki, po lewej półsłupki – jest różnica, prawda? :)

Gdy czapka półsłupkowa okazała się spełniać wymagania, pozostało mi zrobić klapy na uszy oraz pompon. Do klap podchodziłam dwukrotnie, za pierwszym razem wyszły mi o wiele za krótkie. Druga opcja pewnie też mogłaby być kapkę dłuższa, ale…. litości, tak strasznie chciałam już skończyć tę czapkę! Klapy mają po 19 oczek szerokości, a później schodkowo zmniejszają się do 11. Są też obszydełkowane rządkiem półsłupków, by trochę lepiej trzymały kształt, choć z zamierzenia mają troszkę latać. Nie są też wszyte idealnie po środku czapki – uznałam, że część czołowa powinna być szersza od potylicznej, więc są przesunięte nieco do tyłu. Zdjęcia były robione dzień przed oddaniem czapki, więc nie uwzględniają frędzli na końcówkach klap (na jednym zdjęciu wydawały się dłuższe, na innym krótsze, a miejscami nawet wydawało mi się, że to warkoczyki) – dopiero w momencie oddania ustaliłam ostateczny kształt i doczepiłam te chwosty.

59b Jayne Cobb crochet hatCzapka w stanie płaskim, najmniej reprezentatywnym

Ostatnim elementem był pompon. Robiłam pompon tylko raz, do swojej zimowej czapki i niespecjalnie podobała mi się wybrana wtedy metoda. Nawijanie włóczki na palce, związanie jej po środku i rozcinanie pętelek było, po pierwsze, całkiem upierdliwe, a po drugie – efekt nie zachwycał. Widać, że to pompon, ale taki jakiś biedny, nieforemny, nic specjalnego… Dlatego przy okazji robienia czapki Cobb’a postanowiłam kupić sobie w Fastrydze przyrząd do robienia pomponów marki Clover. Rany boskie. To jest genialne urządzenie :D Zakochałam się w nim od pierwszego pomponu. Prostota robienia przy po prostu kapitalnym efekcie jest warta każdej złotówki. Na widok cudów, jakie z włóczką robi ten mały wihajster, został przeze mnie ochrzczony Pomponatorem 3000. Jest doskonały. Polecam, ja ;) Tak jak widać w linku do Fastrygi, w zestawie są dwie maszynki – jedna opisana jako 65mm, druga jako 85mm. Najpierw wykonałam większy, ale wydawało mi się, że jednak odrobinę przesadziłam, więc skorzystałam również z mniejszej wersji. To był strzał w 10 :)

59d Jayne Cobb crochet hatOba pompony przy czapce. Mniejszy wygrał głosowanie ;)

Robienie czapki niesamowicie mi się dłużyło… Przede wszystkim dlatego, że ciągle po prostu nie lubię robić czapek**. Ten projekt dodatkowo był kolorystycznie okropnie nudny, a że ja ciągle nie znam fabuły Firefly, nie odczuwałam typowej fanowskiej ekscytacji z odtwarzania czegoś, co lubię. Materiały nie były jakoś bardzo niewdzięczne, ale na 100% akrylu po prostu nie pracuje mi się najlepiej. Do tego jedną z moich rękodzielniczych cech charakteru jest to, że jeśli mam coś na warsztacie (coś, co nie jest wielką frywolitkową serwetą na kilkanaście tygodni rzecz jasna ;), to nie zaczynam drugiej pracy. Bardzo dziwią mnie wpisy osób, które narzekają, że mają cały kosz/pudło nieskończonych prac – u mnie to się po prostu nie zdarza***. Więc z jednej strony skręcało mnie na widok tej czapki, ale z drugiej wyrzuty sumienia nie pozwalały usiąść do czegoś innego. Ukończenie prac przywitałam niemal ze łzami w oczach, a kakofoniczny łomot kamienia, który spadł mi wtedy z serca dało się słyszeć chyba w całym Poznaniu ;)

Korzystałam z 3 kolorów dotąd nieznanej mi holenderskiej włóczki Scheepjes Colour Crafter: 1081 (żółty, opisany jako „Gouda”), 1711 (pomarańczowy, „Leeuwarden”) ora 1246 (czerwony, „Maastricht”). Wszystko robione szydełkiem 4,5mm, czyli pół mm więcej, niż sugeruje banderola. Też robiło się dobrze, nie ma dziur, a może dzięki temu robótka nie jest aż tak ciasna, jak zazwyczaj w moim wykonaniu ;) I żeby nie było, summa summarum cieszę się, że zrobiłam tę czapkę, bo dużo mnie nauczyła i była bodźcem do zakupu Pomponatora 3000 :)

59c Jayne Cobb crochet hatPomyślałam, że jeżeli pożegnam Was we wpisie pięknym pomponem, to Wasz dzień stanie się jeszcze lepszy i szczęśliwszy <3

*no, nie do końca, później dokręcono jeszcze film pełnometrażowy

**choć muszę przyznać, że teraz lubię bardziej. A już na pewno bardziej lubię robione, niż kupione, więc jeszcze parę na pewno wyjdzie spod mojego szydełka

***no dobra, być może akurat w momencie pisania tego posta mam jedną rozgrzebaną pracę beadingową, ale to naprawdę wyjątkowy wyjątek :P

3 thoughts on “Czapka Jayne’a Cobba

  1. Obejrzyj to Firefly i film też jest super. Twa opowieść jest wzruszająca. Gratuluję ukończenia prac, weź się teraz za coś bliskiego Twemu sercu:) a co do pomponatora to znasz moje zdanie:P

  2. Przymierzałam się do obejrzenia tego serialu wiele razy, ale chyba nie nadeszła jeszcze jego pora :). Podziwiam za wytrwałość, bo chociaż nie należę do osób, które robią kilka prac na raz (u mnie to góra 2-3 rzeczy i to bardzo rzadko) to w pewnym momencie zrobiłabym sobie przerwę. Ale efekt końcowy jest super, czapka wyszła świetnie :).

  3. O jaaa! Ile się napracowałaś! Ja szydełkowanie zaczynałam od czapek ;) ale nigdy nie zaczynałam od dołu, zawsze od czubka i jakoś szło, chociaż na początku miałam problemy nawet z takim dopasowanie czapek ;) Teraz nauczyłam się je podszywać dodatkowo, także jak jedna wyszła mi za duża, to podszyłam polarem i mam zimową czapkę, której nie wyobrażam sobie zmienić ;) Wyszła idealna, wprawdzie nie pokazałaś efektu z frędzlami, ale wygląda jak oryginał (aż sprawdziłam w internecie jak ta postać wygląda ;)). A ja ostatnio mam jakąś szydełkową niemoc, wszystko idzie tak powoli, jakbym straciła całą radość pracy… ehhh

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *