Dandelion Lane – Śnieżyca

Nie mam pojęcia, od czego zależy sukces wzoru. Gdy przekopuję się przez Raverly albo Pinterest odnajduję dziesiątki, a może nawet setki fantastycznych projektów, które rozbudzają wyobraźnię i aż chce się je robić :) Jednak nie wszystkie wzory zyskują na popularności. Była wirusomania (sama się nią zaraziłam i zrobiłam aż 4 virusy!), potem pamiętam ogromny szał na Lost in Time, wydaje mi się, że Secret Paths też było robione przez dużą  część dziewiarek, ale teraz gdy odpalam FB albo Instagrama, wszędzie są Dandeliony ;) Ten wzór z pewnością jest wyjątkowy – w końcu chusta, która nie jest trójkątem, a w dodatku to bajeczne wykończenie, kojarzące mi się z piórami! Po raz pierwszy trafiłam na ten wzór u Raszki, która w krótkim czasie wykonała ich kilka. I każdy był po prostu bajeczny…. :)


Na placu zabaw obok bloku odkryłam genialne stoły! Szkoda, że nie zauważyłam ich wcześniej ;)

Od razu wiedziałam, że też go zrobię, ale ostatecznym impulsem do kupienia wzoru był przepiękny motek, który dostałam od jednej z moich kursantek z grupy szydełkowej – niebiesko-biały YarnArt Flowers w kolorze 261, który dla mnie mógłby nazywać się Śnieżyca. Używałam kiedyś podobnego zestawu kolorów, do zrobienia Mroźnego Virusa, i bardzo żałowałam, że nie mogę go zatrzymać. Na szczęście Dandeliona robiłam z myślą o samej sobie i jestem nim zachwycona!

Zacznę od początku: autorką jest kobieta kryjąca się pod nickiem Grassharp, a wzór można kupić na Raverly za niecałe 6€ i uważam, że to naprawdę niska cena. Nie tylko efekt końcowy jest rewelacyjny, ale i sam sposób rozpisania wzoru – każdy fragment jest przestawiony na dwa sposoby: opisowo oraz graficznie. Zatem nie ważne, czy wolisz patrzeć na schemat, czy jednak lubisz, gdy wszystko jest po kolei rozpisane – w otrzymanym PDFie masz obie te wersje :) Dodatkowo, wzór przewiduje możliwość zrobienia chusty w rozmiarze XL dodając kilkanaście rządków – to również od Ciebie zależy, czy będziesz chciała skorzystać z tego wydłużenia czy nie, wzór podpowie Ci jak dziergać w obu tych przypadkach.

Mam 171cm – chusta wychodzi naprawdę spora!

Gdy miałam już i wzór i motek, musiałam podjąć najtrudniejszą dla każdego dziergacza decyzję: od którego końca motka zacząć? :P Biały u góry sprawiłby, że chusta byłaby jaśniejsza, lżejsza, ale też bardziej by się brudziła. Zaczęłam więc od granatowego myśląc również o tym, że jeśli zabraknie mi włóczki, to łatwiej dokupić biały, niż jakiś tam granatowy. Jednocześnie miałam rację i nie, ale o tym za chwilę…. ;)


Pseudo-artystyczne zdjęcie z rozmytym placem zabaw w tel… #jestęfotografę

No dobra, mam wszystko, czego potrzeba, zaczynam! I od razu…. trafiam na problemy. Wiecie, dziergam już parę lat, kilka chust wyszło spod mojego szydełka. Podeszłam do tego wzoru z dużą dozą pewności siebie, nie zwracając szczególnej uwagi na detale i… musiałam całkiem sporo pruć ;) Nie zrozumcie mnie źle, ten wzór nie jest trudny. Ale naprawdę trzeba go czytać od deski do deski, nie przyjmować nic za pewnik. Na przykład, ten sam rządek może zaczynać i kończyć się trochę inaczej, a każde oczko będzie miało potem znaczenie. Gdy tylko zorientowałam się, że to nie jest Virus czy Tea Flower, w których robi się na zmianę te same 2-3 rządki i poświęcałam odpowiednio dużo uwagi na śledzenie wzoru, wszystko szło już gładko.

Z samą włóczką pracowało mi się dobrze – to dość typowa mieszanka bawełny i akrylu, w sam raz na letnią chustę, mimo jej zimowych kolorów ;) Niestety, motek w paru miejscach był przerwany i nie wiem, czy to typowe w dużych motkach od YarnArtu czy też mój egzemplarz był po prostu po przejściach. Nie wpłynęło to jednak znacząco na komfort dziergania. Pod koniec okazało się, że miałam rację: motek było trochę za krótki. Brakowało mi białej włóczki na ostatnie 3-4 rzędy wachlarzy, więc poszłam do pasmanterii, by dokupić coś na tę końcówkę. I wtedy okazało się, że biały tak samo trudno dobrać, jak każdy inny kolor ;)

Oj, nagimnastykowałam się ze sprzedawcami we Fastrydze przymierzając nić Flowersa do tuzina innych motków w poszukiwaniu odpowiedniej grubości i odcienia. Ostatecznie padło na YarnArt Begonia, kolor 003. Begonia to 100% bawełna, więc była w dotyku inna, niż Flowers. Ma też mocniejszy skręt (Flowers, podobnie jak chyba wszystkie duże motki ombre ma nitki w zasadzie w ogóle nie skręcone), ale grubością pasowała idealnie. Kolorem niestety nie do końca. Biel Begonii jest aż rażąca, bardzo czysta. Końcówka Flowersa okazała się trochę bardziej… kremowa? Ciężko to opisać. Na szczęście przy rozmiarze pracy, ta jasna końcówka wygląda po prostu jak kolejny kolor, zmiana odcienia wygląda bardzo naturalnie :) Musiałam ratować się dwoma motkami Begonii – jeden wykończyłam w całości, drugiego większość mi została. Wydaje mi się, że gdyby motek miał 1300m to byłby idealny na ten wzór. Przy 1200 obawiam się, że znów mogłoby odrobinkę zabraknąć, ale oczywiście każdy dzierga trochę inaczej, więc proszę nie traktujcie mojej opinii jak prawdy objawionej ;)


Jaka mi tu wyszła talia! No nie mogłam się nie pochwalić :D

Po skończeniu dziergania przyszedł czas na blokowanie, które bardzo fajnie uwydatniło bordiurę – trzymam kciuki, by to ząbkowanie było widoczne jak najdłużej. Ponieważ chusta wyszła naprawdę duża, to choć próbowałam, nie byłam wstanie napiąć jej na piankowej macie, której zwykle do tego celu używam. No nie chciała mi się zmieścić. Musiałam więc przeprosić się z linką na balkonie, której prawie w ogóle nie używam, ale tylko ona (wspierana przez szwadron klamerek) była w stanie podołać zadaniu. No to ile właściwie ma cm? Około 195 x 65. Długą prostą ciężko zmierzyć, bo chusta naturalnie nabiera delikatnego łuku. To daje jej mnóstwo lekkości i uroku, a na ramionach wygląda po prostu bajecznie, jak skrzydła!


A tu wildecki balkon i suszenie Śnieżycy ;)

Ponieważ bardzo zależało mi, żeby wpis o Dandelione pojawił się jeszcze w czerwcu, wyszłam z nim dzisiaj z samego rana (przed 10!! w moim wykonaniu na takie zachowanie mówi się HEROIZM!), żeby zrobić zdjęcia. Niestety, dziś prognozy pogody przewidują nawet 37 stopni, a już od rana było ich 26 w cieniu. Dlatego większość zdjęć jest w pełnej lampie albo trochę zbyt zimnym cieniu oferowanym przez pobliskie drzewo. Trudno było mi znaleźć fajne, miękkie światło, z którym mogłabym pracować, więc z dzisiejszego wyjścia wróciłam z przeszło 70 fotkami! To naprawdę sporo jak na mnie, zwykle robię ich około 20. Poniżej mam jeszcze trzy, które w teorii zapowiadały się nieźle, ale ekran komputera zweryfikował te nadzieje…. ;)

Bardzo ładny płot. Mam na myśli części metalowe, bo ten beton był w takim jakimś sraczkowatym kolorze… Do tego te rzucające cień krzaczory i fatalna płyta chodnikowa. No mimo najszczerszych chęci, marnie to wyszło :P

Inny płot i pomysł z wieszakiem. Ponownie: w teorii to się mogło udać, ale cała fotka wyszła jakaś zimna i ciemna. Nie miała szans w castingu ;)

No a tutaj chyba wszystko dobrze, czego się przyczepić? Ładna kompozycja, płot w tle też spoko, te kwiatki ładne, kolory super… W zasadzie podobne zdjęcie było we wpisie, tylko pod kątem, a nie na wprost. No więc ta fotka naprawdę bardzo mi się podoba! A byłaby moją ulubioną, gdym wcześniej zauważyła, że po prawej stronie, pod płotem, jest mój cały majdan – torebka, płócienna torba i pokrowiec po statywie. Sama sobie zafajdałam kadr :P

3 thoughts on “Dandelion Lane – Śnieżyca

  1. To ostatnie zdjęce – oj tam nie widać! Nie dziwię się, że chusta taka popularna. Jest cudowna! Brawka za szybkie tempo pracy, bo tydzień na takiego giganta – nieźle. No i kolejne Brawka za motywację do wyjścia i robienia zdjęć :)

  2. Piękna! Kolory też takie „moje”. Zdjęcia bardzo fajne, chusta pięknie się na nich prezentuje. Ale rozumiem rozterki bo sama mam zawsze z tym wielki problem i właściwie może co pięćdziesiąte zdjęcie jakie pokazuję na blogu tak naprawdę mi się podoba. Ale inaczej nic bym nie pokazała :D. Pozdrawiam ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *