Etui na konsolę

Ostatnio udało mi się spełnić malutkie marzenie z dzieciństwa i w końcu kupić sobie przenośną konsolę :) (dla ciekawych: Nintendo 3DS XL). Ale skoro ma być przenośna, to przecież w czymś ją trzeba nosić. To właśnie spowodowało, że zaczęłam dziergać własne etui, oparte na wyglądzie mojego absolutnie ulubionego pokemona, Marilla :) Najpierw chciałabym Wam pokazać, jak wygląda to zaprojektowane przez Nintendo stworzenie:

Marill

A teraz, jak poradziłam sobie z przeniesieniem jego niezaprzeczalnej uroczości na włóczkowy pokrowiec :)

18a Etui na DSaEn face
18b Etui na DSaZ otwartą Klapką
18d Etui na DSaPiękny, anatomicznie dokładny ogonek :)

Jestem naprawdę zadowolona z efektu końcowego, choć może ta klapka mogłaby bardziej przylegać (jeszcze ją trochę nakrochmalę i rozepnę, na pewno się uspokoi). Najważniejsze, że spełnia swoją funkcję, a testy terenowe mamy już za sobą. Ale, moi drodzy, żeby nie było, że wszystko wychodzi tak od razu i jest takie proste… ;) Przeczytajcie krótką historię powstawania pokrowca :)

Początek był bardzo prosty – zwyczajny łańcuszek obrobiony z obu stron i co chwila przymierzany do konsolki, czy aby na pewno pasuje. Jak już pasowało w sam raz (50 oczek obwodu), zaczęłam iść na długość, co zajęło mi 45 rządków. Do tej pory było może dużo dłubania, ale bardzo prostego, więc naprawdę banał. Wtedy też przykleiłam oczy, nos i kawałek białego brzuszka oraz zrobiłam i doszyłam uszy – trochę wysiłku, ale bez przesady. Problem zaczął się przy zamknięciu. Nie chciałam, żeby pokrowiec był po prostu skarpetą, w którą wsuwa się konsolę, od początku chciałam, by był zamykany. Pierwszym pomysłem był zamek błyskawiczny. Kupiłam dwa, oba w naprawdę fajnych, pasujących kolorach, jeden z większymi, drugi z mniejszymi zębami. Oba były jednak zbyt długie, więc najpierw musiałam je skrócić i zabezpieczyć. Jak już skróciłam, zaczęłam wszywać… Rany, jaka głupia robota! Ewentualnie robota mądra, ale to ja wybrałam jakąś wybitnie głupią metodę ;) W każdym razie strasznie się męczyłam, by odkryć, że… DS nie przechodzi przez zamek! Żaden z obu :D Trzeba było więc szybko zmienić koncepcję ;)

Drugi pomysł był już łatwiejszy do zrobienia – guzik :) Sama część guzikowa to faktycznie banał: guzik najpierw został przyszyty, a potem obszydełkowany. Ale zanim przeszłam do guzika, musiałam pokonać Klapkę (dużą literą, bo zasłużyła na mój szacunek oporem, który stawiała). Otóż umyśliłam sobie, że nie będę jej robiła po prostu lewo-prawo, jak dowolny kwadrat z półsłupków. Nieeee, ja chciałam, by cała Klapka była zrobiona takimi samymi oczkami. Co prawda w szydełku nie wyróżnia się oczek prawych i lewych (jak w drutach), ale gdy robimy robótkę na okrągło, czyli na przykład maskotki, to praca ma lewą i prawą stronę. Jednak gdy praca jest „płaska”, raz mamy rządek tych „lewych” oczek, a raz „prawych”. No i to trzeba było jakoś obejść… Pierwsza myśl – zrobię po prostu coś na kształt rękawicy z jednym palcem. Zrobiłam, nadziergałam się, by odkryć, że fatalnie się marszczy, skręca i zawija. No więc co dalej? Od męża dostałam (kiepską, jak zaraz pokażę) radę, by rozciąć rękawicę, zaprawić boki i tyle. O rany, trudno było uzyskać gorszy efekt…

18f Etui na DSaFale Dunaju w pełnej krasie!

Ucięcie i obszycie zajęło mi strasznie dużo czasu, a efekt był naprawdę ZŁY. Poradziłam się więc na facebookowej grupie szydełkowej, czy jest jakaś metoda, by otrzymać pożądany przeze mnie efekt. Jedna z dziewczyn doradziła mi coś karkołomnego, ale wykonalnego – żebym przerabiała każdy rządek od prawej do lewej (by uzyskać zawsze te same oczka po jednej stronie), a po przerobieniu rzędu ucinać nitkę i jechać od początku. Tak długo, aż osiągnę pożądany wymiar Klapki. No to do dzieła… Roboty też było sporo, ale i tak szło szybciej, niż obcinanie ;) Efekt pośredni na zdjęciu poniżej:

18e Etui na DSaNitki, wszęęęędzie niiiiiitki!

Jak już widać, faktycznie moment przejścia między pokrowcem a Klapką jest niewidoczny – i o to chodziło! :) Ale te nitkiiii….. :P Wszywanie ich znów pochłonęło niezły fragment czasu. Potem trzeba było jeszcze całość objechać półsłupkami, żeby wyrównać powierzchnię. Ale w tym momencie w końcu mi się podobało :)

I na koniec technicznie: zużyłam trochę ponad pół motka Alize Cotton Gold (100g/330m), 55% bawełna i 45% akryl, w kolorze 427. Wszystko robione szydełkiem 3,5mm oprócz uszu: czerwona część rozmiarem 2mm, niebieska 3mm. Wiem, że kolor mógłby być lepiej dobrany, ale chciałam zużyć ten napoczęty motek. Ważne też było to, że Cotton Gold się nie kłaczy – głęboko wierzę, że dzięki temu pokrowiec będzie zbierał mniej okruchów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *