Frywolitka – podejście pierwsze

Mimo delikatnej nazwy, pierwsze zderzenie z frywolitką było dosyć bolesne… ;) Czółenka od dawna tylko czekały, aż nawinę zakupiony dobre półtora miesiąca temu kordonek. Ja oglądałam te frywolitki i oglądałam, ale nie mogłam się zabrać – zawsze na szydełku działo się akurat coś ciekawszego. Ale wczorajszy dzień był tak obrzydliwie do bólu NUDNY, że w końcu odpaliłam tutoriale :D Efekty są marne, ale jakie mają być po pierwszych w życiu próbach robienia tych drobniutkich supełków ;)

26a Pierwsza frywolitkaKwiatko-motylek otoczony nieudanymi próbami

Dziś mało zdjęć, za to więcej przemyśleń:

  1. Podstawowy ruch jest bardzo prosty, szybko go załapałam (choć rzecz jasna nie macham jeszcze czółenkiem tak szybko, jak na youtube’owych filmikach).
  2. Ale łatwo zrobić w nim błąd, który doprowadza do szewskiej pasji; widzicie te płatki kwiatka? Powstały, gdy nitka została obrobiona słupkami, a potem zaciągnięta, by zacisnąć pętelkę. Żeby nitka chciała się zacisnąć, słupki muszą być wykonane w odpowiedni sposób. Jak się pomylicie – słupki przestają ruszać się na nitce i mamy bubel. Możemy też…
  3. Pruć. Niestety, prucie we frywolitce to jakiś koszmar! W szydełkowaniu po prostu wyciąga się szydełko z robótki, ciągnie za nić i voilà, w 0,5s mamy sprute kilka ostatnich oczek. Tutaj trzeba dłubać igłą, rozsupłać zrobiony wcześniej słupek… Niewyobrażalnie czasochłonne i upierdliwe. Lepiej za pierwszym razem robić dobrze ;)
  4. W porównaniu do szydełka, niewiele jest materiałów/kursów przybliżających frywolitkowanie. Może z frywolitką robioną igłą, a nie czółenkami jest lepiej, nie wiem. Ja korzystam z dwóch źródeł, z których oba mają wady i zalety. Pierwszym źródłem są Maranciaki – jest po polsku, jest dobrze wytłumaczone. Ale jakość filmików zabija, są one moim zdaniem zbyt długie, jak na temat, który omawiają, a prowadząca je niewiasta mówi za cicho, jakby do siebie. W dodatku, dosyć nużącym głosem, więc nietrudno o krótką drzemkę w trakcie. Z drugiej strony podpierałam się materiałami od Karen Caberry. Zaletą jest to, że ma mnóstwo lekcji (przeszło setka!), więc z biegiem czasu tłumaczy wszystkie tajniki. Na początku nie jest to jednak potrzebne, a pierwsze filmiki są słabej jakości i zawierają mało objaśnień. W dodatku są zupełnie nieme! Widzę więc, że Karen coś poprawia na rękach, coś rozwiązuje i robi jeszcze raz, aż prosi się to o jakiś komentarz, ba!, choćby o melodyjkę z supermarketu, ale niestety głucha cisza…. Gdy włączyłam bardziej zaawansowaną lekcję, to objaśnień było znacznie więcej, niestety również pisanych (ale lepiej tak, niż wcale). Poszukam jeszcze, może znajdę kurs, który będzie prowadzony jakoś bardziej w moim stylu :)

Pierwsze koty za płoty ;) Bardzo bym chciała, żeby z tej mojej frywolitkowej przygody wyszły jakieś fajne kolczyki – będę informowała na bieżąco :) Muszę się tylko dowiedzieć, w jaki sposób podłączyć do robótki nitkę z drugim czółenkiem (na YT, po polsku, znalazłam jeden, tylko jeden filmik, który to pokazuje i nie do końca mnie satysfakcjonuje). Idę tworzyć. Wam też to polecam :)

One thought on “Frywolitka – podejście pierwsze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *