Kalinda – Malachit

Piękny wzór i piękny motek – finał tego romansu mógł być tylko jeden :) Gdy zobaczyłam piękną niebieską Kalindę Runy od razu wpisałam ją na listę rzeczy do zrobienia ;) Jednak potem nastało bardzo upalne lato i jakoś nie byłam w nastroju na chusty. Kiedy jednak temperatury spadły (znacznie!), pomysł powrócił. Chciałam ponownie spróbować Kokonka Merino, ponieważ Strzałka robiona z takiego motka absolutnie mnie oczarowała. Byłam ciekawa, na ile ten niezwykły efekt lekkości oraz izolacji termicznej zależy od włóczki, a na ile od ściegu drutowego zamiast szydełkowego. Musiałam więc testowo wykonać coś z takiej samej mieszanki, ale na moim ulubionym drucie z haczykiem :) Wybrałam więc przepiękny zielono-szary motek o tajemniczej nazwie Mystic Path i wzięłam się do roboty, korzystając z autorskiego wzoru MyCrochetory.

Powrót zdjęć z krzesłem na stole!

Wzór jest naprawdę bardzo prosty, ale miałam z nim nie lada przeboje :D Przede wszystkim, kto wymyślił dzierganie za tylną nitkę oczka?! Albo za oba albo reliefowe! Ale dobrze, skoro autorka tak chce, niech będzie. Nie licząc tego, trochę mało intuicyjnego w moim odczuciu, ruchu, reszta wzoru to banał. Tylko… dlaczego co chwila okazuje się, że mam za mało/za dużo oczek w rzędzie? To do dziś jest dla mnie prawdziwa tajemnica. Co któryś rząd liczyłam oczka (i w tym miejscu serdecznie dziękuję facebookowej grupie „Chusty i szale razem dziergane”, która opublikowała tabelkę zawierającą liczbę oczek, która powinna być w każdym rzędzie) i zwykle było źle. Bladego pojęcia nie mam, dlaczego. Nie powiem, często zdarzało się, że robiąc siateczkowe wrzecionka połknęłam półsłupek albo wręcz odwrotnie – zrobiłam trzy zamiast dwóch słupków podwójnych. Ale zwykle od razu namierzałam i naprawiałam błąd, a mimo tego co chwila musiałam improwizować na końcówkach chusty, żeby oczka się zgadzały. Widać nawet łatwego wzoru nie można lekceważyć ;)

Szukałam nowych sposobów na pokazanie chusty, także bądźcie wyrozumiali ;)

Przyrost chusty był bardzo nieregularny. Długo miałam wrażenie, że mam tylko mały, zielony śliniaczek, a potem nagle zauważyłam, że chusta leży mi na kolanach, a przerobienie jednego rządka zajmuje 40 minut ;) Ostatecznie urosła naprawdę duża (prawie 180cm długości i 80cm wysokości) i podbiła moje serce <3 Muszę jednak przyznać, że nie wykorzystałam motka do końca – musiałabym rozpoczynać jeszcze jeden motyw wrzecion, a wydawało mi się, że włóczki jest za mało. Żeby oszczędzić sobie rozczarowań i prucia (którego i tak było sporo przy tym projekcie), zrobiłam więcej rządków samych słupków, a z niewykorzystanej włóczki dorobiłam chwosty na końcówki. Inspiracją była Dagmara ze Składu Rękodzieła, która często dodaje takie akcenty do swoich przepięknych robótek :)

Najpierw trening na drabinkach!

Wracając jeszcze do samego motka: jak zawsze miałam dylemat, od którego końca zaczynać, a tym samym który kolor uczynić w robótce dominującym. Próbowałam znaleźć jakiekolwiek rzeczy wykonane właśnie z tego Kokonka, jednak nie byłam w stanie. Zdecydowałam się na zielony, czego absolutnie nie żałuję :), a wczoraj zupełnym przypadkiem trafiłam na chustę wykonaną z podobnych kolorów, choć zupełnie innej włóczki na blogu CrazyWool – chusta też jest świetna (i te frędzle!!), więc od którejkolwiek strony nie zacząć zawsze jest dobrze :) 

Potem odpoczynek na ławeczce :)

I, jak widać po paru zdjęciach, urozmaicam w końcu tła ;) Z Kalindą na przykład wyszłam na dwór, do parku Jana Pawła II, który jest nieopodal. Śnieg tworzył piękny kontrast, kolory wyszły naprawdę naturalnie :) Mam nadzieję, że od razu widać, skąd mój pomysł, by nazwać swoją Kalindę od malachitu – zieleń z delikatną nutą szarego od razu skojarzyła mi się z właśnie z tym kamieniem. A skoro w jednym akapicie wspomniałam poznański park Jana Pawła oraz kamienie…. to przed Wami zdjęcie Malachitu na pomniku poznańskiej pyry, czyli wielkim głazie narzutowym z wyrytą nazwą ;)

W rzeczywistości napis też jest dość słabo widoczny, trzeba podejść naprawdę blisko, by przeczytać go bez problemu

Chusta powstawała od początku roku, a postępy były pokazywane na moim profilu na Instagramie, który szczerze Wam polecam – zdjęcia na bloga wymagają znacznie więcej zachodu, niż insta-fotki, więc tych drugich zamierzam robić o wiele więcej. Ogólnie ten portal bardzo przypadł mi do gustu (w przeciwieństwie do np. Twittera, który zainstalowałam i… więcej mnie tam nie widzieli :P) i zamierzam w tym roku mocniej akcentować swoją na nim obecność. Zachęcam do śledzenia – nie musicie mieć swojego konta, by czasem podpatrzeć, co tam ciekawego wrzucam, a często są to zdjęcia w trakcie projektu lub zapowiadające następną z prac. Myślę, że warto zwłaszcza, że tam nie mam miejsca, by się rozpisać, więc dostajecie tylko fotki i garść hasztagów i nie zanudzam swoich odbiorców tak, jak tutaj, w pełnokrwistym wpisie :D 

O pyry zimą trzeba dbać!

4 thoughts on “Kalinda – Malachit

  1. To mnie teraz skutecznie zmotywowałaś :D. Chusta jest cudowna! O Kalindzie myślałam już dawno, dawno temu, tylko zawsze czasu brakowało. Ale teraz chętnie złapałabym za nitkę od zaraz, tylko … no właśnie, brakuje mi odpowiedniej włóczki czyli Kokonki Merino Mystic Path :D :D. Czy możesz zdradzić ile Twój motek miał metrów? Bo tylko tej informacji mi brakuje, żeby złożyć zamówienie ;).

    1. Nie wiem, czy jakbym samodzielnie wybierała kolory do motka, to udałoby mi się skomponować coś równie udanego co Mystic Path :) Ja dziergałam z 1000m i aż mi wstyd że tej informacji zabrakło w treści wpisu :P

      1. Wielkie dzięki ;). Ale skoro wystarczy 1000 m, to nie będę czekać na przesyłkę tylko wykorzystam Swinga w podobnej kolorystyce, który sobie leży w szufladzie. Tak się nakręciłam, że zaraz łapię za szydełko :D :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *