Kenia – masajski sznur

kenia_baner

Od początku konkursu czekałam na jakąś afrykańską inspirację* – kraje tej części świata stanowią dla mnie niewyczerpane źródło biżuteryjnych pomysłów :) No i w końcu doczekałam się Kenii. Lepiej być nie mogło, bo to właśnie ten fragment świata (wraz z sąsiadującą Tanzanią) zamieszkują Masajowie. Ta grupa etniczna jest znana w świecie dzięki wielu aspektom swojego życia, a dla mnie w tej chwili najważniejsze było to, jak kapitalną biżuterię wyplatają ręcznie masajskie kobiety. Myślę, że wiele osób mogłoby się poważnie zdziwić na widok bogactwa kolorów i wzorów noszonych przez Masajów w formie zarówno odzieży, jak i biżuterii; kojarząca się najczęściej z ubóstwem Afryka nie przywodzi na myśl takiego rozmachu w kwestii dodatków ;) Masajki bardzo dobrze znają (i świetnie potrafią wykorzystać) koraliki. Poszłam więc ich tropem i samodzielnie zaprojektowałam wzór na gruby sznur szydełkowo-koralikowy z motywami afrykańskimi.

76a Kenyan bead crochet ropeEnergetyczne kolory i geometryczne wzory, plus mała szczypta zebry :)

Teraz, gdy już po żmudnej pracy, jestem szczęśliwa i zachwycona. Ale początki były naprawdę trudne… Obejrzałam całego Pinteresta w poszukiwaniu inspiracji, ale żaden ze wzorów nie usatysfakcjonował mnie w stu procentach. Ściągnęłam więc program jbead i sama wymyślałam swój idealny deseń. Chwilę to trwało, ale ostatecznie udało mi się pogodzić wszystkie podpatrzone tu i ówdzie motywy. Przyszedł więc czas na nawlekanie. Tylko ile nawlec koralików, by wystarczyło na cały naszyjnik? Z pomocą przyszła mi Qrkoko we wpisie „Jak czytać wzory szydełkowo koralikowe?„- skorzystałam z jej wzoru, przemnożyłam 16 (liczba koralików w rzędzie) przez 45 (docelowa długość sznura) i wyszło mi 720cm. Żeby mieć czyste sumienie zaokrągliłam sobie do 8m i zaczęłam nawlekać. Nie było to porywające zajęcie, ale wymagało skupienia – jeżeli nie chciałam co chwila naprawiać błędów, w tym momencie musiałam się naprawdę skoncentrować. Gdy pstrokate 8m było już nawleczone, zaczęłam dziergać…

76b Kenyan bead crochet ropeApetyczne ujęcie <3

…i za Chiny nie chciało mi to wyjść! O rany, ile ja się naklęłam! Przecież robiłam już kiedyś sznur szydełkowo-koralikowy, czemu teraz mi nie wychodzi? Dobry tydzień jeżeli nie dłużej, nie byłam w stanie wyjść ponad pierwsze 3-4 okrążenia. Na tej wysokości wszystko zaczynało mi się katastrofalnie psuć, zwijać, zapadać, przesuwać… Na szczęście Runa mnie przygarnęła (ta to ma CV sznurów, nic, tylko podziwiać: klik, klik, klik), spojrzała na to, jak robię i wystawiła diagnozę, cytuję, „LUŹNIEJ KOBIETO!”. Stwierdziła, że to, co ja próbuję tu uzyskać to bardziej sztywny drut, a nie lejący sznur. No dobra, chyba faktycznie do tej pory zaciągałam nić odrobinę za mocno… ;) Kolejne próby były już lepsze, ale mimo tego, na wysokości 5-6 rzędu robótka znów odmawiała współpracy. Ostateczną radą Runy było przewleczenie koralików (ośmiu. metrów. koralików.) na inną nić, bo gdy sama wzięła moją robótkę w ręce była zdziwiona tym, jak trudno się z nią pracuje. No to przewlekanie… na szczęście okazało się, że wystarczyło przywiązać do siebie nici i koraliki były w stanie przejść nad supełkiem – kamień z serca! :) Ten zabieg okazał się kluczowy – gdy tylko koraliki były na kordonku, praca poszła gładko.

76c Kenyan bead crochet ropeApetyczne ujęcie nr 2 <3

Nie mogę jednak powiedzieć, by szła szybko :P Sznur był dziergany solidny tydzień, codziennie po trochu. Ostatecznie dorósł do około 43cm i na tym przerwałam, bo zwyczajnie miałam już dość. Odcięłam około metra nawleczonych koralików, posegregowałam je, schowałam i odetchnęłam z ulgą. Przy końcu pracy miałam jeszcze jeden moment takiej ulgi – gdy poszłam kupić końcówki do sznura. Projektując go nie brałam pod uwagę dostępnych na rynku średnic końcówek; zupełnie przypadkowo (i bardzo szczęśliwie) okazało się, że mój urobek idealnie mieści się w końcówki 1,4cm. Uf, dzięki temu nie musiałam z nimi kombinować ;)

76d Kenyan bead crochet ropeNie obyło się bez drobnych potknięć, jak błąd w czerwonych koralikach na zdjęciu powyżej.

Całość powstawała na kordonku Aida Anchor 20 przy pomocy szydełka 1,5mm. Pierwotnie koraliki były nanizane na nić Tytan 80 od Ariadny, na której robiłam bransoletkę na krośnie i pracowało mi się z nią świetnie, ale w sznurze się nie sprawdziła. Zastosowane koraliki to Toho 11/0 w kolorach: Opaque White, Opaque-Lustered Dandelion, Opaque Sour Apple, Opaque Cherry, Opaque Turquoise, Opaque Navy Blue oraz Opaque Jet. W większości wystarczył jeden 10gramowy woreczek, tylko żółtych i zielonych zeszło więcej.

76e Kenyan bead crochet ropeJeżeli to nie ten sznur ma moc ożywiania kreacji, to nie wiem, jaki ma ;)

To był mój ledwie drugi sznur w życiu i muszę przyznać, że ździebko przegięłam. Robienie rzeczy tak dużej, w dodatku wg. własnego wzoru, było naprawdę trudne. Oczywiście było też bardzo pouczające, ale jednak wolałabym zakończyć ten projekt o wiele wcześniej (w sumie spędzał mi sen z powiek 3 tygodnie!). Generalnie ta technika nie jest trudna, ale początkujących gorąco zachęcam do schowania dumy w kieszeń i podążania za dobrze rozpisanym wzorem z internetu/gazety – zaoszczędzi Wam to kilku siwych włosów ;)

*Maroko się nie liczy, kulturowo to dla mnie kraj arabski

7 thoughts on “Kenia – masajski sznur

  1. Oj było ciężko. Mi też ten sznur spędzał sen z powiek. No i już mówiłam. To była wysoko postawiona poprzeczka. Ale się udało! I efekt się liczy:)

  2. Hej, prześliczny sznur, podziwiam! Mnie niestety szydełko odstrasza i po kilku próbach się poddałam. Z koralików robię tylko to co da się przewlec igłą :) gratuluję wytrwałości i pozdrawiam!

  3. Czy ja dobrze rozumiem, że najpierw na nić zawlokłaś koraliki (w odpowiedniej kolejności) a potem tą nitką z koralikami szydełkowałaś sznur? Jeny! Czytam i własnym oczom nie wierzę! Ale wyszedł obłędnie – jest piękny, kolorowy i ten akcent zebry dodaje cudnego dopełnienia całości – jestem pod ogromnym wrażeniem – do tej pory zbieram szczękę z podłogi ;)

    1. Tak, to niestety właśnie tak działa – najpierw odpowiednia sekwencja nawleczona na nić, a potem szydełkowanie ;) Ale warto, bo jak człowiek widzi, jak z pozornie losowo ułożonych koralików wychodzi wzór, to twarz się sama cieszy :)

  4. Jestem zachwycona, ta kolorystyka, wzór … . Dobre 20. lat temu podczas zwiedzania Rzymu, miałam okazję oglądać oryginalne kenijskie wyroby wśród których były podobne bransoletki. Wówczas nie przepadałam za taką biżuterią, ale teraz żałuję, że nic nie kupiłam, bo kosztowały dosłownie kilka lirów. Teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa Twojej „australijskiej ” pracy :D. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *