Lost in Time

Wiosną tego roku pojawił się wzór, który z miejsca podbił dziewiarskie serca. Mowa o Lost in Time autorstwa Johanny prowadzącej blog Mijo Crochet, z którą miałam już wcześniej styczność podczas dziergania Secret Paths. Prawdę mówiąc, sporo czasu zajęło mi zabranie się na poważnie za ten schemat; zawsze było coś ważniejszego do robienia, nie mogłam znaleźć odpowiedniej włóczki, a miejscami zastanawiałam się, czy aby na pewno potrzebuję kolejnej chusty*. Jednak jakoś w sierpniu/wrześniu dołączyłam na Facebooku do grupy „Chusty i szale razem dziergane” i to właśnie jej uczestniczki ostatecznie zmobilizowały mnie, by stanąć w szranki z Lostem :) I, słowo daję, to naprawdę była niezła walka…

81b Lost in Time Dandelion MunchLost in Time w całej swej rozpiętości

Od początku (tak, to zwiastuje dłuższy wpis ;): trzeba było zdecydować się na jakiś motek. Ciągle jestem pod wielkim wrażeniem długich, cieniowanych włóczek, a że na rynku jest ich coraz więcej, mogłam przebierać na wirtualnych półkach ile chciałam ;) Zdecydowałam się na Scheepjes Whirl –  by na własnej skórze przekonać się, jak zachowuje się włóczka, którą coraz częściej widuję „w akcji” u innych dziergających. Chciałam też wyjść z mojej niebieskiej strefy komfortu ;) Początkowo byłam przekonana, że ucieczka nastąpi w kierunku fioletu i różu (miałam nawet na oku motki o nazwie Night Time Bubbles, Lavenderlicious oraz Turkish Delight), ale gdzieś po drodze trafiłam na Jumpin Jelly i już prawie, prawie ją miałam, ale okazało się, że nie ma jej obecnie na stanie i sklep nie planuje w najbliższym czasie dokupienia tej nawijanej tęczy. Ostatecznie stanęło na motku, który z fioletami nie ma nic wspólnego – Dandelion Munchies po prostu ma w sobie to coś ;)

81c Lost in Time Dandelion MunchMotyw jest dość skomplikowany, absolutnie nie do zapamiętania w moim przypadku

Następnie przynajmniej dwa dni zastanawiałam się, czy zacząć dziergać od żółtego, czy od czarnego końca nitki. Szukałam w internecie robótek wykonanych właśnie tym motkiem, by zobaczyć, jak będzie wyglądała praca zrobiona i jednym i drugim sposobem, ale…. nie byłam w stanie nic znaleźć. Serio, totalne zero. Być może jakoś źle szukałam (tylko jak inaczej? „Dandelion Munchies” w wyszukiwarkę i reszta zależy od Googla), ale naprawdę nie znalazłam ani jednej rzeczy wykonanej z tego motka. Trafiłam za to na informację, że Whirl z czernią na końcu to stosunkowo nowa na rynku seria „Aurora”, więc doszłam do wniosku, że może faktycznie jeszcze nikt nie pochwalił się w internecie udziergiem z tego typu materiału. Nawet czułam pewną ekscytację, że oto ja pierwsza zaprezentuję światu, jak wygląda dzianina z Mleczykowej Przekąski**! Magia nie trwałą długo; na drugi czy trzeci dzień od rozpoczęcia dziergania, trafiłam na Instagramie na post Intensywnie Kreatywnej. Piękna, skończona chusta z mojego Mleczyka, w dodatku też zaczęta od żółtego. Ech. No i tyle z ekscytacji ;)

81f Lost in Time Dandelion MunchGraficzny oddech w morzu tekstu; drogi Czytelniku, jeszcze możesz się wycofać i zamknąć zakładkę z tym elaboratem!

Początki nie były najgorsze, a przez „początki” mam na myśli pierwsze 10-12 rzędów. Schemat oraz jego opis pobrałam z plików facebookowej grupy i powoli, powoli rozgryzałam. Szybko okazało się jednak, że żadne z tych źródeł nie jest idealne: w schemacie są jakieś skreślenia, poprawienia i nie do końca wiadomo, czy to oczko łańcuszka przynależy do rządku, czy autorka jednak chciała je wymazać, natomiast opis miejscami nie zgadzał się ze schematem (jednak klepniętym przez autorkę, więc bardziej wiarygodnym niż polskie tłumaczenie) i człowiek nie był pewien, co jego twórczyni miała na myśli. Dziergania nie ułatwił fakt, że motyw w tej chuście ma aż 12 rządków i tak naprawdę każdy jest inny od poprzedniego; w moim przypadku absolutnie uniemożliwiło to nauczenie się go na pamięć. Zawsze gdy dziergałam, musiałam mieć otwarty na komputerze zarówno schemat jak i opis, a i tak robiłam błędy. Rany, ile ja się naprułam i nadenerwowałam…. Ostatecznie, po zrobieniu całości, mam dla innych chętnych na Losta jedną tylko radę: najważniejsza jest liczba popcornów. Za pierwszym razem 8, potem 18, 28, 38 itd. Jak masz za mało/za dużo, to musisz trochę wcisnąć lub usunąć, ale jak popcorny się zgadzają, to reszta już jakoś idzie. Najczęściej myliłam się w rzędach półsłupków – niby taka prosta rzecz, ale ich liczenie było dla mnie na tyle upierdliwe, że po prostu przestałam to robić i skupiłam się wyłącznie na popcornach. Bardzo ważne jest też, by zawsze przyjrzeć się temu, jak zaczyna się dany rządek (iloma słupkami/półsłupkami w pierwszym oczku poprzedniego rzędu) oraz jak wygląda przejście na środku; niestety nie ma na to reguły i raz robimy jeden słupek w jeden poprzedniego rzędu, a raz musimy wepchnąć trzy. To kolejna rzecz, która naprawdę mi doskwierała i mocno zniechęcała do siadania do tego projektu.

81e Lost in Time Dandelion MunchNa szczęście efekt końcowy jest naprawdę fajny. Masz szczęście, Lost!

Inną rzeczą, która mocno zalazła mi za skórę, była sama, tak pieczołowicie wybierana, włóczka. Nie mam najmniejszej ochoty na kolejny udzierg z Sheepjes Whirl. Rozpoczynałam dzierganie od środka motka i może to było przyczyną niektórych problemów, ale naprawdę nie pamiętam takich przebojów z podobnym długością Kolorowym Motkiem, z którym pracowałam. Przede wszystkim, włóczka niemożliwie się plątała! Pociągając, by wydobyć ze zwoju kolejny jej odcinek, najczęściej wyciągałam ze środka pięknie poplątanego włóczko-dreda, którego rozplątanie zajmowało więcej czasu, niż wrobienie w chustę. Myślałam, że osiwieję i rzucę wszystko w kąt. Drugim sporym mankamentem był sposób, w jaki połączone są ze sobą kolejne kolory nitek. Wybaczcie, że znów porównam do Kolorowych Motków, ale tam nowy kolor zaczynał się od małego, dyskretnego supełka. We Whirlu miałam za to kilkucentymetrowy farfoclowaty fragment, który przy pierwszej zmianie wzięłam za wadę fabryczną włóczki.  Włóczka składa się z 6 nitek i chyba 5 kolorów, więc takich farfocli było naprawdę dużo.

81g Lost in Time Dandelion MunchFarfocel.

Zrobienie całego Losta zajęło mi 23 dni. I na końcu okazało się jeszcze, że włóczka się kończy, a wzór nie, i musiałam szybko dokupić czarny motek z nicią podobnej grubości… Ostatecznie chusta ma wymiary 163x75cm, zużyłam na nią całego Whirla oraz jeszcze prawie 200m bawełnianej włóczki na samą bordiurę. Były to przeszło trzy tygodnie marudzenia, denerwowania, narzekania i walki z materią. Długi czas uważałam, że wzór powinien raczej nazywać się nie Lost in Time, a krócej: Lost Time, bo i ja raczej czułam, że czas tracę, niż się w nim zatracam. Jest wymagający i zdecydowanie nie polecam go początkującym dziergaczom***. Jednak, zrobiona chusta jest naprawdę piękna i mimo mało zimowego składu włóczki (bawełna i akryl), grzeje mnie duma, że udało mi się ją skończyć mimo tak wielu trudności ;)

*co za głupie pytanie, oczywiście, że tak :P

** moje autorskie tłumaczenie „Dandelion Munchies”

***chyba, że jesteś dziergaczem początkującym, ale bardzo zawziętym – droga wolna i trzymam kciuki :)

 

7 thoughts on “Lost in Time

  1. Gratuluję ukończonego projektu pomimo trudności. Robiłam tę chustę z Drops delight i już myślałam, że po kolejnej wizycie w sklepie ekspedientka mnie wyrzuci, bo ile razy można dokupować włóczkę. Wcześniej robiłam Virusa i stąd pomyłka w obliczeniach😀Gotowa praca jest piękna i te przejścia kolorów – Cudo🙂

  2. Chusta zjawiskowa i patrząc na nią, rzeczywiście można zagubić się w czasie. Jest urokliwa i niezwykle oryginalna przez to zestawienie kolorów. Niby jeden wzór na chustę a tysiące wychodzi różnych. Pozdrawiam

  3. Podziwiam te chusty już od dłuższego czasu. Są piękne, kolorowe i bardzo czasochłonne. Ale ja jakoś … wolę robić entrelaca :D . Gratuluję wytrwałości, chusta jest naprawdę zjawiskowa, szczególnie w tym zestawieniu kolorystycznym. Będą Ci jej zazdrościć :).

  4. Wiedziałam, że kto jak kto, ale TY na pewno nie rzucisz jej w kąt! I możesz być z siebie dumna! Dużo rzeczy się nauczyłaś, dowiedziałaś – a ja od Ciebie :) Chusta jest piękna i imponujących rozmiarów – ja mam 163 cm wysokości ;) Dlatego gratuluję wytrwania, zawzięcia i efektu końcowego! Ja za nią się nie zabieram – może na stare lata :P

  5. Chusta cudowna!!! Mnie początkowo też denerwował sposób łączenia w Whirlu, ale gotowe chusty były tak fajne, że jakoś mu to wybaczyłam :)

  6. Dotrwałam do końca tekstu, ale nie było łatwo, bo co raz zerkałam na piękne zdjęcia pięknej chusty. Jest po prostu WOW ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *