O autorce

Do qpy2

Bardzo mi miło, że trafiliście na mój kawałek internetu, pozwólcie, że się przedstawię :)

Mam na imię Agnieszka, a nick Neiti towarzyszy mi w różnych zakątkach internetu przynajmniej od 2007 roku (lub nawet wcześniej, kto by spamiętał te wszystkie fora, gry i blogi ;), więc jestem z nim całkiem zżyta.

Gdzieś między tymi internetowymi chrzcinami a założeniem bloga skończyłam studia na biologicznym kierunku, który nawet próbował na początku udawać, że może zapewnić mi zatrudnienie, ale prawda szybko wyszła na jaw. Spędzając miesiące na bezrobociu, odkrywając i zgłębiając tajniki marnowania czasu, w pewnym momencie na mojej drodze pojawiła się para prześlicznych, szydełkowych kolczyków. Do dzisiaj nie umiem takich zrobić (niemniej drżyjcie, bo już niedługo!), ale ziarno pomysłu zostało rzucone na podatny grunt – wybrałam się do pasmanterii po pierwszy kordonek i pierwsze szydełko… To było na wiosnę 2013 roku. Potem pomysł musiał swoje przeleżeć w szafie, a gdy przyszedł czas, wszystko eksplodowało (Wielki Wybuch na małą, lokalną skalę, daję słowo) w formie mojego pierwszego bloga o szydełkowaniu – straszydełko.blox.pl.

Było naprawdę sympatycznie – tu sobie dziergnęłam szaliczek, tutaj maskotkę, poznałam wiele nowych pojęć, splotów i twórców. Rozwijałam się w swoim tempie. Tempo zaczęło jednak rosnąć. I rosnąć. I ROSNĄĆ! Aż pewnego dnia znów przekroczyło masę krytyczną (tutaj należy nadmienić, że wszystkiemu tak naprawdę winna jest Qrkoko, nawet, jeżeli nie jest tego świadoma, bo jej webinarium „Jak się wyróżnić w rękodziele?” było kamyczkiem, który poruszył lawinę) i w marcu 2016 ponownie doszło do wybuchu. Tak powstało coś, co, trochę szumnie i na wyrost, ale za to z wielką dumną, nazywam marką. Neiti Novelties. Wszystkie konta ujednolicone, logo utworzone, nowe pomysły, nowy zapał. Jednym z pomysłów było to, by zamiast bloga założyć po prostu swoją stronę internetową. Udało się, a twórczy haj ciągle trwa ;)

Do tego momentu mogę spokojnie powiedzieć, że wyspecjalizowałam się w szydełku. Uwielbiam, absolutnie uwielbiam amigurumi :) Co jakiś czas, gdy amigurumiowe (od dziś jest takie słowo, ta-dam) półsłupki już trochę mi się przejedzą, ruszam jakąś serwetkę albo chustę. Szale też zawsze są mile widziane: bardzo lubię te części garderoby, którymi można otulić szyję. Nigdy nie znosiłam za to czapek, ale może gdy w końcu zrobię jedną sama, to złość mi na nie przejdzie ;)

Nie chciałabym jednak na szydełku kończyć – mam za sobą też debiut w sutaszu, pierwsze frywolitkowe i beadingowe projekty, a nawet dziabnęłam nieco filcowania. Gdybym tylko miała szansę, sięgnęłabym też po wire wrapping albo usiadła do ceramiki. Nie muszę  być mistrzem w każdej technice – chciałabym za to poznać ich tyle, ile to możliwe :)