Od czego zacząć?

Szydełko

Szydełkowanie? Nic prostszego, naprawdę! :) To, ile obecnie jest dostępnych materiałów, tutoriali, poradników i szkółek powoduje, że nauczenie się szydełkowania jest wyjątkowo proste. Ja sama uczyłam się z Kursu Szydełkowania w Krainie Majki. Najbardziej podobało mi się w nim to, że jest rysowany, a nie nagrywany. Na początku mojej szydełkowej drogi bardzo denerwowały mnie filmiki trwające po 5 minut, w których nie wiedziałam, kiedy zacznie się akcja właściwa, czyli jeden z najprostszych splotów. Musiałam więc cierpliwie (a tej cnoty jestem pozbawiona, zaręczam) obejrzeć dużą część materiału, wysłuchać rzeczy, które mnie nie interesowały, a były powtarzane po kilka razy, by, przez 12 sekund, obserwować właściwy ruch szydełka. U Majki mam obrazek, powtarzam go, mam wynik. Od razu – dla mnie bomba. To było jednak parę lat temu, obecnie źródeł jest jeszcze więcej, więc gdy tylko wpiszecie w google „nauka szydełkowania” traficie na masę lekcji. Jeżeli nie spodoba Wam się sposób prowadzenia jednej, zawsze macie do wyboru kilkanaście innych. Nie bójcie się sami szukać, bo choć oczywiście można na szydełkowym forum/grupie na Facebooku pytać o polecane materiały, to znalezienie ich na własną rękę jest naprawdę banalne. Na fora i tak wrócicie z poważniejszymi pytaniami oraz oczywiście by chwalić się swoimi pracami :) Od siebie mam dla Was jedną radę: gdy tylko nauczycie się robić magic ring i półsłupki, nie biegnijcie sprintem do najbliżej pasmanterii by wykupić cały jej zapas włóczek! Na początku przygody z szydełkiem wiele osób (w tym i ja) obkupuje się w mnóstwo kolorowych motków („no bo jeszcze nie mam zielonego, a na pewno się przyda!”) nie patrząc w ogóle na to, co się kupuje. W wyniku tego entuzjazmu neofity, najczęściej stajemy się właścicielami sporej kolekcji akrylowych włóczek najgorszej jakości, tylko dlatego, że były tanie i miały ładny kolor. Na początku naprawdę lepiej powstrzymać ten zakupowy zapał, by chwilę później, gdy już konkretnie wgryziecie się w temat, kupić włóczki dobrej jakości, na które po miesiącu nie będziecie patrzeć z wyrzutem :)

Sutasz2
Sutaszu nauczyć się moim zdaniem trochę trudniej. Głównie dlatego, że na filmiku lub w poradniku macie wprawionego rękodzielnika, a Wam wszystko leci z rąk i trudno powtarzać to, co się widzi. W dodatku nie wiadomo, jak mocno napinać żyłkę, jak układać sznurki, jak podklejać, chować nitki… Wydaje mi się, że tej techniki najłatwiej nauczyć się od kogoś, ale podczas bezpośredniego spotkania, a nie przez internetowy tutorial. Polecam więc wszelkie warsztaty – ja też najpierw zaczęłam dziubać samodzielnie, ale dopiero gdy wybrałam się na sutaszowe warsztaty nauczyłam się wielu rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, a które są ważne. No i przede wszystkim – podczas spotkania z drugim człowiekiem od razu możemy zadać pytanie i rozwiać swoje wątpliwości, czyli zrobić coś, co z YouTube’owym filmikiem nie jest możliwe ;)

Beading

Z koralikami znów jest trochę prościej :) Podążając za tutorialem nie sposób zrobić projektu źle. Mają być dwa koraliki niebieskie, potem biały, czerwony i zawrócić nicią? Robisz tak i masz efekt zamierzony przez autora. Oczywiście, może na samym początku nie ma się co brać za wzór dla zaawansowanych, ale widoczny w grafice złoto-turkusowy wisior był moją pierwszą beadingową ozdobą, a wyszedł pięknie :) Moja dodatkowa rada, bardzo podobna jak przy szydełkowaniu: jeżeli postanowisz tworzyć z koralików, niekoniecznie musisz kupić każdą paczkę, która wpadnie Ci w ręce. Przy kilku pierwszych projektach kup tylko niezbędne materiały, bo wpadnięcie w zakupowe szaleństwo nie tylko ogołoci portfel, ale najprawdopodobniej sprawi, że staniesz się posiadaczem mnóstwa koralików kiepskiej jakości. Przyjdzie czas zarówno na zakupy duże, jak i te bardziej spontaniczne, bo akurat przechodziłaś obok sklepu z koralikami. Najpierw jednak daj sobie trochę czasu, by nauczyć się co nieco o tej technice, by swoje ciężko zarobione pieniądze wydać faktycznie na to, co jest tego warte :)

Frywolitka

Z frywolitką jest… dziwnie. W sieci jest na jej temat mniej materiałów, niż o szydełku, więc nie możemy aż tak przebierać. Ja uczyłam się u Maranciaków, ale filmiki mają już po parę lat i to po nich widać. Kopalnią frywolitkowej wiedzy jest Karen Cabrera, która nagrała przeszło 150 (!!) lekcji frywolitkowania. Niestety, pierwsze z nich (a więc te, które początkujących interesują najbardziej) są jeszcze starsze niż filmiki Maranciaków, a w dodatku wymagają znajomości angielskiego lub włoskiego. Jeszcze jedna rzecz mnie trochę u Karen bolała – sposób trzymania czółenka. Cały czas nie wiem, jak ona to robi, sposób jest inny, niż gdziekolwiek wcześniej widziałam, więc czasami trudno mi za nią podążać, bo zwyczajnie nie wiem, co się dzieje. Niemniej, jeżeli macie cierpliwość i trochę zacięcia, to wraz z Karen nauczycie się robić frywolitkowe cuda. Na polskim podwórku na szczęście pojawiła się ostatnio nowa postać: Aneta prowadząca blog Jamiołowo wrzuciła u siebie latem 2016 fajny, choć bardzo krótki kurs robienia frywolitki czółenkowej. Zdjęcia są świetne, a opisy bardzo trafne. Jedyne, co mi przeszkadza, to poruszanie się po samym kursie; po kliknięciu na baner kursu mamy przed oczami lekcję pierwszą, ale ani pół wskazówki, jak dojść do drugiej. Trzeba poruszać się albo po archiwum szukając po tytułach wpisów kolejnych lekcji, albo posługiwać się tagami. Ostatecznie wszystko się da, ale jednak byłoby fajnie, gdyby dostęp był trochę łatwiejszy ;)