Przechowywanie

Szydełkowanie zdecydowanie zajmuje sporo miejsca. Najgorsze jest to, że w danym momencie używam maksymalnie kilku motków włóczki albo jednego kordonka i jednego szydełka. Trzeba jednak mieć dobrze wyposażone zaplecze, bo jak tylko skończę jeden projekt, zabieram się za następny, który bardzo często ma zupełnie inne wymagania. Dziergacz to zatem zbieracz: włóczek, kordonków, szydełek, oczek, filcu, igieł, styropianowych baz, klejów… Trochę tego jest.

Przez bardzo długi czas mieściłam się ze swoimi zbiorami w szafce biurka. Póki kolekcja była niewielka panowałam nad wszystkim, a w szafce był w zasadzie porządek. Jednak, rzecz jasna zupełnie znienacka, w pewnej chwili mój szydełkowy majątek osiągnął masę krytyczną. Wszystko było szybko wrzucane do szafki, a nim umościło się wygodnie na wielu warstwach innych przedmiotów trzeba było zamknąć drzwiczki. Nie mam jakiś przesadnych skłonności do porządków, ale po prostu tak dalej być nie mogło. Z pomocą przyszła inspiracja od koleżanki (Tosiu, serdecznie pozdrawiam), następnie krótka wycieczka do sklepu z wyposażeniem wnętrz i tak weszłam w posiadanie wiszącego organizera :)

01z Kompilacja

W moim przypadku zawisł na drzwiach, ale równie dobrze mógłby zająć miejsce w szafie. Do wyboru był biały i czarny, zdecydowałam się na biel, bo kolory włóczek delikatnie przez nią prześwitują, więc dobrze widzę, co gdzie upchałam. Najzabawniejsze było to, że gdy przyszłam do domu z nowym nabytkiem, wbiłam gwoździk w drzwi, triumfalnie zawiesiłam organizer i napakowałam do niego włóczki (baaardzo ścieśniając, żeby wszystko się zmieściło), okazało się, że ostatni rząd kieszeni podwinął się i przyczepił rzepami do tyłu całego organizera. 4 dodatkowe kieszenie, tyle wygrać! :D

01d przechowywanieWłóczki zajmują zdecydowanie najwięcej objętości; szydełka, igły, nożyczki i inne maleństwa na szczęście są łatwiejsze do okiełznania. Żebym mogła mieć wszystko przy sobie – a w zasadzie przy skrawku kanapy, na którym najczęściej przesiaduję i dziergam – wszystkie niewielkie przydasie spakowałam do prezentowej torebki. Było to niezłe rozwiązanie. W każdym razie do czasu, kiedy to szczypce przebiły papier i szydełka, markery, igły itp zaczęły wykazywać skłonności eskapistyczne. Wtedy z pomocą, choć niezamierzoną, przyszedł mój małżonek, który w ramach imieninowego prezentu obdarował mnie małym opakowaniem przepysznych, belgijskich pralin. Sama konsumpcja już była całkiem przyjemna, ale odkrycie, jak idealnie do pudełka pasują szydełka i igła… :D Świetny prezent Kochanie, dobra robota :)

01e Przechowywanie

Kordonki trzymam osobno – długi czas były trzymane w płóciennej torbie, wszystkie razem, ale ostatecznie znalazły się w szufladowym organizerze ;) Jest ich niewiele, bo w przeciwieństwie do włóczek, kordonek kupuję tylko wtedy, do już wiem, na co go przeznaczę – dzięki temu szybko znikają :)

A skoro już zahaczyliśmy temat płóciennych toreb, to napiszę Wam dwie ważne rzeczy. Po pierwsze – uwielbiam je jako takie. A dzięki temu, że stały się na swój sposób modne, można je kupić z tyloma wzorami, nadrukami, tekstami, obrazkami… Dla mnie raj! :) Torby zawsze używam, gdy z dzierganiem wychodzę z domu; sprawdza się nie tylko w trakcie transportu motków, ale i przy samym procesie tworzenia: bezpiecznie umoszczony w torbie motek nie ma możliwości wyturlania i niechybnego ufyfłania o wszelki naziemny syf.