Rowlet

Pyrkon za pasem, czas się przygotować! W zeszłym roku wydziergałam sobie Dratiniego i spotkał się on z tak ciepłym przyjęciem uczestników imprezy, że serce rosło mi z każdą godziną tego trzydniowego konwentu :) W tym roku zamarzyło mi się, by i mój mąż mógł mieć ze sobą rozpoznawalną maskotkę, rzecz jasna też Pokemona (w ogóle, jesteście bardzo dzielni, że tak te moje wszystkie pokemony znosicie, mimo, że większość z Was ma o nich mgliste pojęcie^^”). Nie zastanawiałam się ani sekundy, od razu wiedziałam, że będę dziergać tę kulistą sówkę… :)

Gdzie indziej robić zdjęcia sowy, jak nie w terenie? ;)

Ten cudak to Rowlet, jest absolutnie śmieszny i cudowny. Ale dzierganie go nie było aż tak cudowne :P Okazało się, że miałam spore problemy z dobraniem proporcji beżowej góry i kremowego dołu maskotki. Oj było sporo prucia, dobrze, że w tym roku rozpoczęłam prace o wiele wcześniej ;) Mąż był aktywnym uczestnikiem procesu twórczego – dzielił się swoim punktem widzenia i uspakajał, że wszystko jest w porządku i nie trzeba po raz trzeci odpruwać większości elementów ;) Poniżej wzór – ideał, do którego dążyłam:

Muszka z listków <3

Ciągle mogłabym zarzucić coś swojej wersji, ale chyba za bardzo ograniczają mnie z jednej strony limity samego dziergania na szydełku, a z drugiej – moje umiejętności, które tym razem jakoś nie chciały zaprezentować się w pełni. Mam wrażenie, że skrzydła u mnie wyglądają bardziej jak jakieś pokraczne uszy, że jednak jest zbyt kulisty, że nóżki to a oczka tamto… Ale z drugiej strony jestem pewna, że jak ktoś siedzi w temacie, to nie będzie miał wątpliwości na co patrzy, więc ostatecznie jest w porządku ;)

Z tyłu listek-ogonek, strasznie fajny detal w designie Rowleta <3
Maskotka jest taka kulista, że stoi i bez nóżek, ale przecież nie mogło ich zabraknąć :)

Teraz musimy jakoś wymyślić, w jaki sposób przymocować Rowleta do ramiączka plecaka, żeby nie trzeba było nosić go cały czas w rękach. Z drugiej strony, nie chcę, żeby był przytwierdzony do plecaka na stałe, bo może ktoś będzie chciał potrzymać, zrobić sobie zdjęcie itp. Na szczęście mamy jeszcze miesiąc, by to rozgryźć.

Pogoda była zacna, więc mogłam poszaleć ze zdjęciami, stąd takie dziwne klimaty :P

To nie koniec przygotowań do Pyrkonu! O wszystkich kolejnych na pewno dowiecie się z bloga oraz mojego Instagrama, na którym jestem aktywniejsza niż gdziekolwiek indziej ;) Nie musicie mieć swojego konta, by do mnie zaglądać, więc gorąco zachęcam!

A na koniec jeszcze fota pokazująca rozmiar maskotki :) Trochę prześwietlona, ale kadr bardzo mi się podoba. No i dostrzeżecie tutaj jeszcze dwie inne moje prace – chustę Strzałkę oraz prastare mitenki.

2 thoughts on “Rowlet

  1. Ja nawet mglistego pojęcia o Pokemonach nie mam, ale zupełnie nie przeszkadza mi to w podziwianiu Twojch :). Jestem pełna podziwu, bo Rowlet wyszedł fantastycznie, lepiej niż pierwowzór :). Pozdrawiam serdecznie.

  2. Nie jestem w temacie pokemonów, chociaż kilka z nich znam jeszcze z dzieciństwa. Teraz mam okazję poznawać coraz to nowe okazy, kiedy dzieci do mojej pracy przynoszą swoje pokemony – maskotki :) Patrząc na zdjęcie bohatera i Twoją maskotkę, to wyszedł idealnie :) Ja wiem, że Ty patrzysz na niego okiem „eksperta” – ja na szczęście okiem laika :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *