Virus Morska toń – Kolorowe Motki nr 7

Zaraźliwy wzór na chustę doczekał się drugiej wersji, tym razem robionej z myślą o…. mnie samej :) Wzór jest wspaniały, ale przy pierwszym dzierganiu nie do końca podeszły mi kolory (więcej na ten temat możecie przeczytać w stosownym wpisie). Jednak gdy tylko znalazłam bajeczny, zielono-niebieski motek, od razu wiedziałam, że zamienię go w dodatek do swojej wiosennej kurtki. Znany wzór, ale za to włóczka zupełnie nowa: tym razem sięgnęłam po włóczkę Kolorowe Motki oferowaną przez sklep RagTag.pl, którą w walentynkowym wpisie recenzowała Ania na blogu Wyszydełkowana.pl.

55a Virus shawl Sea DepthsVirus w całej swej rozpiętości

Oferta Kolorowych Motków jest po prostu bajeczna, mam ochotę kupić kolejny, następny i jeszcze jeden ;) Nie przejmujcie się tym, że duża część motków obecnie nie jest na stanie – to bardzo szybko się zmienia. Jeżeli podacie swojego maila, zostaniecie powiadomieni natychmiast, gdy dany kolor zostanie uzupełniony. A jeżeli nie chcecie czekać w zawieszeniu i niepewności, kiedy to Wasz ulubiony motek będzie dostępny, możecie jak w dym pisać do RagTaga na Facebooku – odpowiadają niezwykle sprawnie :) Niestety, ja w kontaktach z nimi strasznie się pogubiłam i, prawdopodobnie przez to, że zamówienie składałam przez fejsa a nie formularz sklepowy, mój motek poszedł na adres, który mam wpisany w danych przelwowych, a nie tam, gdzie faktycznie mieszkam. Z tego powodu włóczkę odebrałam znacznie później, niż bym chciała; następnym razem poczekam grzecznie na dostępność w sklepie, byle tylko nie musieć urządzać pielgrzymek na drugi koniec miasta ;)

55b Virus shawl Sea DepthsKolory są po prostu niewiarygodne <3

Widoczne na zdjęciach zestawienie kolorów jest opisywane jako „Nr 7” w facebookowym albumie – jak dla mnie straszna szkoda, że w sklepie motki nie są w żaden sposób nazwane, posiadają jedynie czterocyfrowy numer. To zdecydowanie ułatwiłoby rozmawianie o nich zwłaszcza, gdy rozmówca siedzi na internetowym komunikatorze, a nie obok na kanapie. Gimnastykowałam się rozmawiając z koleżanką przez FB by opisywać zestawienia barw (ten różowo-złoto-szary; ten bordowo-beżowo-brązowy), nazwanie motków bardzo by tu pomogło. No i byłoby po prostu sympatyczniej kupić „Czekoladowe szaleństwo” niż włóczkę 4038. Moja włóczka na pierwszy rzut oka kojarzyła mi się z tytułową morską tonią (co prawda z mocnym zielenicowym zakwitem, ale co tam :P), ale gdy zrobiłam ostatni rządek i przymierzyłam ją na ramiona, doszłam do wniosku, że ma w sobie też coś z pawia…. ;)

55c Virus shawl Sea DepthsPrzejście między zielonym i niebieskim

Sama włóczka kilka razy mnie zaskoczyła. Pierwsze zdziwienie miało miejsce już na widok samej paczki oraz zaraz po jej rozpakowaniu – co ten motek taki mały….? To naprawdę ma wystarczyć mi na całą chustę? Po przerobieniu całości zaręczam jednak, że tak, motek kryje w sobie powoli rozwijający się potencjał :) Co do rozwijania, Kolorowe Motki mają pewną bajeczną cechę: znajdująca się w sercu motka końcówka nitki jest zaopatrzona w malutką przywieszkę, dzięki czemu dzierganie można zacząć albo od zewnętrznego koloru biorąc po prostu pierwszą nitkę z wierzchu, albo od środkowego – ciągnąc właśnie za przywieszkę. Skorzystałam z tej możliwości i dlatego moja chusta rozpoczyna się słoneczną zielenią :)

55d Virus shawl Sea DepthsPrzejście między niebieskim i granatowym

Kolejne zaskoczenie to skręt włóczki. Głównie dlatego, że w zasadzie nie istnieje ;) Mój motek składał się z 4 nitek, które na całej długości szły bardziej lub mniej równolegle. Na początku zastanawiałam się, jak wpłynie to na dzierganie – czy szydełko będzie haczyło o luźne nitki? wbijało się w ich środek? – ale na szczęście obawy okazały się bezpodstawne. Oczywiście parę razy uciekła mi jedna z 4 nitek, raz czy dwa faktycznie wpakowałam szydełko pomiędzy nie, ale takie błędy zdarzają mi się też przy znacznie mocniej skręconych motkach.

55e Virus shawl Sea DepthsFirmowe zdjęcie z krzesłem na stole – nieodzowne przy fotografowaniu dużych form ;)

Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu taka forma motków – duże nawoje łagodnie przechodzących przez siebie barw – robi się coraz popularniejsza. Pierwszym sklepem, w którym spotkałam się z tego typu włóczkami było Liloppi (dokładnie duże walce motków Lovis), ale nigdy nie ciągnęło mnie do ich zakupu z powodu składu: 100% wełna. Bałam się, że mimo zjawiskowych barw włóczka będzie mnie gryzła, dlatego nigdy się na nią nie zdecydowałam. Potem trafiłam właśnie na Kolorowe Motki, które składają się w połowie z akrylu, a w połowie z bawełny – dla mnie świetny wybór, bo szukałam materiału na lekką, wiosenną chustę. Zaraz potem odkryłam, że i Kamart ma w swojej ofercie podobny produkt, Bajeczne Merino. 100% merynosa za taką cenę? Oj, coś czuję, że jak przyjdzie zwrot podatku, to zafunduję sobie trochę tego kolorowego luksusu :) A podczas ostatniej wizyty w stacjonarnym sklepie Fastrygi również zauważyłam na półkach bardzo podobne motki. Niestety, ani nie spojrzałam na skład, ani na producenta, więc nie mogę doszukać się ich w sklepie internetowym :( Ale są, kto ma blisko (lub ma cierpliwość, by przeklikiwać bezmiar ich towaru), niech koniecznie obejrzy. To tylko cztery miejsca, o których wiem, bo często do nich zaglądam, ale wydaje mi się, że wniosek o rosnącej popularności tego typu motków nie jest wcale na wyrost :)

55f Virus shawl Sea DepthsTutaj chusta na mojej kurteczce :) Wiem, wiem, wszystko niebieskie. I dobrze, uwielbiam ten kolor ;)

Na koniec jeszcze wzmianka o samym procesie twórczym; przez cały jego czas wspomagało mnie szydełko 4mm i z 750m włóczki zostało mi około 80 metrów (~20g). Zastanawiam się, czy przy użyciu większego lub mniejszego szydełka ta strata byłaby mniejsza, bo uwierzcie – kombinowałam jak koń pod górkę, by jednak jakoś wrobić te ostatnie 80m. Niestety, na kolejny pełny motyw włóczki stanowczo brakowało, a próba zrobienia tylko niektórych wachlarzyków była, cóż, baaaaardzo nieudana ;) Chusta ma 135cm na przeciwprostokątnej i 62cm wysokości. Jak dla mnie, mogłaby być jeszcze kapkę większa, ale obecny rozmiar jest jak najbardziej w porządku.

Serdecznie polecam zarówno wzór na virusa jak i włóczkę od Kolorowych Motków – pracuje się z nią naprawdę przyjemnie, a efekty są fantastyczne. O aspekcie wizualnym chyba nie muszę Was przekonywać, dodam tylko, że mimo 50% zawartości akrylu, nie czuje się tego w dotyku. Nie jestem wielkim włóczowym guru, ale KM są w dotyku bardziej jak bawełny od Dropsa, a nie YarnArt Jeans czy Alize Cotton Gold, które też są pół na pół bawełna z akrylem. To kolejny plus na imponującej liście zalet :) Wady? Hmmm, jak się doszukam to dam Wam znać ;) W tym miejscu pragnę też podziękować moim kotom; gdyby nie one, skończyłabym dziergać dobre dwa dni wcześniej ;)

55g Virus shawl Sea DepthsPierwszy plan: Fuks, tuż za nim Rum

10 thoughts on “Virus Morska toń – Kolorowe Motki nr 7

  1. A ja znalazłam jedną wadę ;P Strasznie ciężko mi napisać komentarz, bo co chwilę przewijam na zdjęcia, żeby popodziwiać. Kolor po prostu bomba!!! Przez Ciebie lista moich robótek się wydłuża (cały czas pamiętam o czapce, a teraz jeszcze te motki….) Pozdrawiam :)

  2. Jakie fantastyczne połączenie kolorów! Muszę koniecznie wypróbować te Motki skoro takie fajne. Jednego Virusa mam tez na sumieniu chociaż nie jest już w moim posiadaniu. Ostatnio nadrabiam braki w chustach ale wszystkie dziergam na drutach, jakiś taki szał drutowy mnie dopadł :). Zaraz odwiedzę Motki, pewnie się na coś skusze :).

  3. P.S. Dlaczego mają taki duży wybór?! Jak ja mam się zdecydować na jakiś konkretny jak mi się połowa podoba :(.

    1. Ja mam nadzieję, że wraz z rozrostem marki kombinacji kolorystycznych będzie tylko przybywać :) To prawda, decyzja nie jest łatwa, ale zawsze można zamówić kolejny i kolejny :P

  4. Kiedy zobaczyłam Twoją chustę, pierwszą rzeczą, jaka przeszła mi przez myśl, to morze, na początku zielonkawe od glonów, później przechodzące w morską toń… To kolejne moje zboczenie, bo pochodzę znad morza, kocham morze i nie wyobrażam sobie życia z dala od niego ;) Ja też już przymierzam się do Virusa :D Merino już czeka na znak do wysyłki :D Świetna recenzja – pozwól, że trochę pouczę się od Ciebie, jak jeszcze bardziej „dopieszczać” swoje wypowiedzi :) A koty, no cóż, dwa dni, dwa kotki, wszystko ułożyło się w całość :) Świetna praca!

    1. W kwestii dopieszczania wypowiedzi – ja stosuję dwie główne zasady. Przede wszystkim, staram się pisać tak, jak mówię, używać podobnego słownictwa czy zwrotów. Widuję na blogach stwierdzenia np: „ów szalik cośtam”. Rozumiem, że to na papierze nie wygląda źle, ale sama się tak nie wyrażam, więc tego unikam. Drugą rzeczą jest czytanie wpisów na głos przed publikacją – pozwala mi to wyłapać błędy, które jakimś cudem uciekają przed wzrokiem. Oprócz tego wiem, że mam tendencję do nadużywania nawiasów i myślników oraz tworzenia zdań-tasiemców z mnóstwem znaków przestankowych i spójników. Z tym walczę na bieżąco, a w wychwytywaniu tego pomaga właśnie czytanie na głos :)

      1. Dziękuję! Nigdy nie czytałam na głos tego, co napisałam – jakoś zawsze mam strach przed tym, nawet wypracowania w szkole pisałam tylko raz, bez poprawek – i tu chyba mój błąd, chociaż nie wiem dlaczego tego nie robię :) jesteś nieoceniona! O języku, który używam, mam to samo, w moim przypadku najpierw mówię w myślach, to co bym powiedziała i dosłownie kilka nano sekund później to „przepisuję”. No i na pewno w moim przypadku duże znaczenie ma pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie – jak patrzę na swoje pierwsze posty, to jest mi wstyd :) dopiero po jakimś czasie odważyłam się „otworzyć” przed Czytelnikiem :) jeszcze raz DZIĘKUJĘ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *