Wiosna 2017 (rzędy 6-10)

Moje frywolitkowe zmagania powoli mają się ku końcowi :)Kolejnych pięć rzędów robiłam ze sporym opóźnieniem (winna jest czapka Jayne’a Cobba. No przecież nie moje nieudolne zarządzanie czasem, prawda?), ale nie odpuściłam i dosupłałam :) Co prawda na moment pisania tego wpisu wciąż mam jeden rządek w plecy (nie zaczęłam jeszcze robić 11., który został opublikowany 26 kwietnia), ale na pewno nadrobię i te zaległości. Jeżeli ominęliście mój pierwszy wpis o frywolitkowej serwecie, koniecznie zajrzycie TUTAJ.  Kończąc wstęp prezentuję Wam ukończone 10 rzędów :)

61a Tatted tableclothPięknie prezentująca się całość
61aa Tatted tableclothCzerwony okrąg wskazuje, gdzie kończy się rząd 5, by pokazać Wam, ile faktycznie przybyło

Rząd 6

61b Tatted tablecloth

Dwie pętelki na dole, jedna na górze, jedna z pikotkami znów na dole, jedna na górze, dwie na dole i tak dalej… Rządek naprawdę prosty, choć trochę denerwowałam się przy każdej parze pętelek – przerwa pomiędzy nimi cały czas wychodzi mi odrobinę za duża. Żeby wszystko wychodziło idealnie trzeba zrobić jednak o wiele więcej, niż jedną serwetę i trochę płatków śniegu. Ale ponieważ ta technika naprawdę mi się podoba, jestem głęboko przekonana, że z czasem będzie tylko lepiej :)

Rząd 7

61c Tatted tablecloth

Jeszcze prostszy niż poprzedni – pętelka na dole, pętelka na łuku na górze, na dole, na górze, na dole, na górze…. Przy górnych pętelkach są dodatkowe pikotki, to jedyne urozmaicenie w tym rządku ;) Szło szybko. Nie nacieszyłam się tym jednak zbyt długo.

Rząd 8

61d Tatted tablecloth

Tak naprawdę w tym rządku nie ma nic trudnego. Mimo tego miałam wrażenie, że supłam, supłam, a końca nie widać. Oczywiście każdy rządek jest dłuższy niż poprzedni, ale ten wydawał się przynajmniej trzy razy tak czasochłonny, co rz. 7. A to po prostu para pętelek i łuk łączący się z kolejną parą pętelek. Strasznie długo go supłałam. Lub raczej: wydawało mi się, że to długo trwa, bo najgorsze czekało dopiero za rogiem… ;)

Rząd 9

61e Tatted tablecloth

Ten rząd jest tak samo piękny, jak upierdliwy. Czasochłonny, ale imponujący. I supłałam go bite pięć dni, dzień w dzień. Nie da się go nawet prosto opisać; cały motyw, który widzicie w centrum zdjęcia (dwa „kwiatki” jeden nad drugim: cztero- i pięciopętelkowy) oraz znajdujące się po jego bokach pętelki z aureolkami oraz dodatkową pętelką na szczycie, to właśnie rząd 9. Myślałam, że zniosę jajo, a go nie dokończę. Zajmował nie tylko dużo czasu, ale i zużył mnóstwo kordonka – miałam wrażenie, że co chwila muszę nawijać czółenka. Jednak ile by na niego nie narzekać, trzeba przyznać, że naprawdę jest efektowny. Samodzielnie odpowiada też za aż 10cm średnicy serwety – po 5cm na promieniu. Trudno, ale warto :)

Rząd 10

61f Tatted tablecloth

W porównaniu do poprzednika, to był spacerek po łączce w towarzystwie króliczków, sarenek i śpiewających ptaszków. Szybko go przybywało, nawet mimo tego, jak często się w nim myliłam. Z lewej strony zdjęcia dobrze widać dwie połączone ze sobą pętelki. Dolna jest z poprzedniego rzędu, górna z bieżącego. I chronicznie zapominałam dorabiać mu pikotek. Przez to, że pozostałe 4 pętelki w tym rzędzie (ułożone parami nad pięciopłatkowym kwiatem) były gładkie, bardzo często właśnie tak próbowałam robić tę piątą pętelkę. Byłam zła sama na siebie za to, że tak często mi się to zdarza. Na szczęście, nawet pomimo tego, z tym rządkiem poszło mi sprawnie :)

61g Tatted tableclothCałość pod kątem

W tej chwili serweta ma już 40cm średnicy. Wpatrując się we wzór na stronie Renulka wydaje mi się, że czekają mnie jeszcze 4 rządki. To nie tak dużo w porównaniu do zrobionych 10, na pewno dam radę. Za dużo już zrobiłam, by teraz odpuścić ;) Jestem naprawdę dumna, że nie miałam żadnego większego technicznego kryzysu (jak z pamiętnym rządkiem nr 4), widzę też, że z każdym rządkiem czuję się pewniej w tej technice. Ponownie zachęcam wszystkich do spróbowania swoich sił – projekt z pewnością na początku onieśmiela rozmiarem, ale jego wykonanie wymaga przede wszystkim czasu, a znacznie mniej jakiś karkołomnych, frywolitkowych umiejętności. Tym razem jestem za to trochę zła na zdjęcia – tak jak ostatnio były odrobinkę za ciemne, tak teraz są lekko prześwietlone, przez co używany przeze mnie kremowy kordonek robi wrażenie białego. No nic, na trzeci i zapewne ostatni wpis o tej serwecie postaram się zrobić fotki idealne :)

61h Tatted tableclothJak by jej nie fotografować, jest piękna <3

4 thoughts on “Wiosna 2017 (rzędy 6-10)

  1. Już teraz jest piękna! Wyobrażam sobie jak będzie wyglądać skończona. Zawsze bardzo podobały mi się serwetki wykonane w tej technice i pewnie kiedyś się nauczę. Jak znajdę wolną chwilę czyli … kiedyś :D. Pozdrawiam :).

  2. O jaaa! Serweta jest oszałamiająco piękna! Tak szczerze, to jak opisywałaś tu supełek w górę, tu w dół itd. to kompletnie nic mi to nie mówi, a szkoda… O nauce frywolitki już myślałam dawno temu, nawet byłam umówiona z jedną z pielęgniarek, współpracujących z moją lekarką, ale się nie udało spotkać. Natomiast mam w domu książkę o frywolitkach i marzę o tym, tak jak i o drutach… Nie wiem, kiedy moje próby z tą techniką nastąpią, ale powiedz mi, doradź, albo poleć czółenko? Może jak będę miała sprzęt, to szybciej się za nie zabiorę? :D

    1. Ja korzystam z bardzo popularnego „bursztynowego” czółenka marki Prym. Uważam, że na początek nie ma co się bawić w czółenka z noskami czy szydełkowymi haczykami, bo może to mocno utrudnić pracę i zniechęcić. W końcu na pewno przyjdzie czas na coś większego, niż te małe bursztynki, są też czółenka z wymiennymi szpulami by zmieniać kolory nici w dowolnej chwili, ale w moim odczuciu na sam start wystarczy najzwyklejszy kształt i po prostu zapał :) Frywolitki naprawdę nie są takie trudne, na jakie wyglądają – zrozumienie podstaw to dosłownie kwadrans filmików na youtubie, reszta to ćwiczenie, by supłać szybciej i trochę bardziej skomplikowane sploty :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *