Dandelion Lane – Jutrzenka

Dandelion Lane – Jutrzenka

Wzoru tak pięknego nie mogłam wykonać jedynie raz. Jeśli nie pamiętacie, to spieszę przypomnieć, że latem 2019 po raz pierwszy sięgnęłam po wzór od Grassharp – dzięki niemu wykonałam swoją piękną Śnieżycę, w stonowanych, chłodnych odcieniach. Zamarzył mi się jednak również Dandelion w nieco cieplejszej tonacji i po bardzo (bardzo, BARDZO) długim castingu w końcu wybrałam cudowny Kokonek Merino nr 558. I w nieco ponad tydzień powstała Jutrzenka :)

Ostatnio użyłam motka 1000m i brakowało mi metrów na końcówkę, więc tym razem wzięłam 1400. I co? No i za dużo! Na wzór składa się 58 rządków, natomiast moja chusta ma ich 63. Wszystko przez to, że żal było mi odcinać te różowe końcówki i chciałam przerobić tyle włóczki, ile się da. Na szczęście ta cudowna bordiura w pióra jest bardzo prosta, więc jej powielanie z drobnymi modyfikacjami było intuicyjne i pozwoliło mi wykorzystać motek na maksa. Co prawda tu i ówdzie popełniłam jakiś mikro-błąd, ale miało to miejsce głównie na początkach rzędów i jest zupełnie niewidoczne.

Pamiętając, że w tym wzorze trzeba być czujnym w określonych rzędach, udało mi się uniknąć sporej ilość prucia, która miała miejsca przy pierwszej wersji. Bardzo się z tego cieszę, to znak, że jednak nauka nie poszła w las. To był też główny powód, dla którego chustę udało mi się skończyć tak szybko – zaczęłam w środę 19 lutego, zaraz po publikacji poprzedniego wpisu, a już 23 lutego zostało mi ledwie 5 rządków do końca! Niestety, praca potem trochę zwolniła, bo raz, że porwało mnie życie, a dwa, że ta przeklę… tfu, przepiękna :D włóczka nie chciała się skończyć. Ale na szczęście we czwartek 27 lutego już blokowałam gotowy urobek, a dziś udało mi się cyknąć fotki. Chętnie spróbowałabym sił z kolejnym Dandelionem tylko po to, by zobaczyć, ile czasu mi zejdzie, jeśli faktycznie poświęcę mu cały wolny czas. Prędzej czy później na pewno o tym przeczytacie :)

Tak jak w zeszłym roku, na zdjęcia wybrałam się na pobliski plac zabaw, wciąż zaopatrzony w ten przepiękny stół. Niestety, tym razem pogoda nie była tak piękna… Od rana sypał śnieg! Całą zimę przyjęłabym to zjawisko z radością, ale jak od rana zobaczyłam, co się dzieje za oknem to myślałam, że się rozpłaczę. Tylko mąż wie, ile się nagimnastykowałam próbując zrobić zdjęcia w domu (bez szans, fatalne światło, brak odpowiedniego tła, latające koty). Poczekałam parę godzin i na szczęście przestało padać. Niebo ciągle było jednak zaciągnięte chmurami, przez co brakuje nieco Słońca, ale kolory zostały oddane całkiem wiernie. To naprawdę najlepsze, co mogło wyjść z kombinacji moich umiejętności, sprzętu i warunków atmosferycznych.

Chusta jest ciepła (dzięki zawartości merynosa), ciężka (prawie 400g) oraz oczywiście całkiem spora – po dłuższym boku ma lekko ponad 180cm (ponownie ciężko to zmierzyć ze względu na łuk, który tworzy ten odcinek), a wysokość to ~60cm.

Z samym Kokonkiem jak zawsze pracowało mi się super, jednak tym razem napotkałam dziwne zjawisko, aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia. Mianowicie, przy prawie każdym połączeniu kolorów tej nowej nitki było trochę za dużo w porównaniu do pozostałych trzech. Przy każdym takim miejscu musiałam ukrywać w robótce tego za długiego wąsa, co nie było skomplikowane, ale żaden wcześniejszy motek nie miał takiej właściwości. Jeśli mogłabym w nim coś zmienić, to kolejność kolorów – dwa odcienie różowego zamieniłabym miejscami. Morelowy jest pięknie, soczyście różowy, natomiast występujący później przygaszony Brudny róż lepiej pasowałby do przejścia pomiędzy Morelą, a wcześniejszym Safari (o kolorze surowej wełny).

Cieszę się, że minął mi już okres wstrętu do różu. Był taki czas, w którym moja nastoletnia duma nie była w stanie znieść tego koloru, tak stereotypowo kojarzącego się z dziewczętami/kobietami. Obecnie róż mi nie przeszkadza, a tak fantastycznemu, pastelowemu odcieniowi nie mogłam się wprost oprzeć :) I bardzo mi zależało, żeby wpis pojawił się dzisiaj, w ten wyjątkowy dzień, raz na cztery lata. 29 lutego 2016 również wrzucałam wpis, jeszcze pod poprzednią nazwą, z mniejszymi umiejętnościami i o wiele gorszym pojęciem, jak obsługiwać aparat. Nie wiem, czy wtedy przypuszczałam, że w cztery lata zrobię tak duże postępy i tyle się nauczę! Ciekawe, o czym będzie wpis za kolejne 4 lata…? :)

8 thoughts on “Dandelion Lane – Jutrzenka

  1. Cudna chusta, pięknie układa się na ramionach :) Piórkowa bordiura niesamowicie wygląda. Mam wrażenie, że wszędzie ostatnio widzę ten wzór i chyba w końcu sama się skuszę na Dandeliona ;)

  2. Noż kurcze! Jak mi się dandelion nie podoba, tak ten jest superancki! Może to zasługa kolorów :) Co do robienia zdjęć, to nie wiem czemu, ale mam zawsze ten sam problem: brak warunków hahaha. Mam już kilka prac do obfocenia, ale w tym roku jakoś wszystkie te zimowe dni takie pochmurne i deszczowe. A jeśli już są słoneczne to ja nie mam czasu na bawienie się w fotografa hehe. Natomiast jeśli chodzi o liczenie czasu, to ja sobie zainstalowałam w telefonie aplikację „Licznik rzędów”. Fajnie mierzy czas spędzony nad poszczególnymi projektami. Na początku mnie strasznie wkurzał i wolałam używać tradycyjnego, plastikowego licznika, ale teraz nawet sobie go chwalę, zwłaszcza przy drutowych robótkach :) .

    1. Oooo, muszę koniecznie przyjrzeć się tej apce – wszystko, co może ułatwić życie jest mile widziane :)

  3. Piękna, pomimo, że lekko różowa :). Chyba nigdy nie przekonam się do tego koloru :(.
    Wcale Ci się nie dziwię, że casting na kokonka trwał bardzo długo, ponieważ dla mnie jest to droga przez mękę, kiedy próbuję jakiś zamówić. Po prostu podobają mi się wszystkie :D.

  4. O pani, ale piękność! Ten kokonek jest przecudowny, jak przerobię Flowersy to na pewno zainteresuję się tą włóczką, bo to kompletnie i całkowicie „moje” kolory. I jestem pod wrażeniem tempa pracy, ja mój smoczy ogon robię już prawie pół roku i skończyć nie mogę :P Chociaż, przyznaję, wiele razy go porzucałam na rzecz innych robótek.

  5. Ta chusta jest cudowna :) ja nie miałam raczej nigdy wstrętu do różu :) zarówno wzór jak i dobór koloru jest piękne. Sama mam ochotę na jakąś chustę, ale najpierw kilka „drobniejszych” rzeczy, żeby już nic mnie od niej nie odrywało :) A ostatnio szukając włóczek znalazłam kilka chustowych, schowanych motków, więc mam w czym wybierać :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *