#torbadlatorbacza

Wielkie tragedie często prowadzą do nawet większych akcji bezinteresownej pomocy. Nie będę pisała, co w ostatnim czasie dzieje się w Australii, bo raz, że na pewno wiecie, a dwa, że pęka mi serce jak tylko o tym myślę. Sama byłam zaskoczona jak bardzo osobiście dotknęły mnie te pożary. Relacje świadków, filmy, zdjęcia, grafiki – wszystko momentalnie wyciskało mi łzy. Co tu dużo pisać – dół straszny. WTEM! Kolega z pracy podesłał mi linka do facebookowej grupy Torba dla torbacza, która, wraz z innymi tego typu inicjatywami, utworzyła ARCCG Polska. Dzierganie ORAZ pomoc cierpiącym z powodu pożarów zwierzętom? Takiej propozycji nie można odmówić!

Ta fotka pojawiła się na moim FB i IG z informacją o inicjatywie. Wyszło nieźle, dziobak Tupak zaakceptował ;)

Zacznijmy od tego, że wcale nie było trzeba dziergać, żeby pomóc. W plikach grupy znalazło się wiele wzorów na szydełko oraz druty, ale i wykrojów do tworzenia toreb dla kangurów czy budek dla oposów oraz rzecz jasna numer konta bankowego do wpłat darowizn. W zasadzie, z szycia można było zrobić ciekawsze rzeczy niż dziergając, ale to tylko moja opinia. Ponieważ odnośnie maszyny do szycia to ja owszem, wiem, że takowe istnieją, ale nie dziękuję, nie używam, to oczywiste było sięgnięcie po szydełko. A skoro szydełko, to gniazdko – ważne, by było robione ściśle i było na tyle wysokie, by dało się je wywinąć. I chociaż można było używać nawet akrylu, stwierdziłam, że dla zwierząt tylko to, co najlepsze – 100% bawełna, w postaci Drops Paris.

Wcześniej miałam okazję pracować z Dropsem Safran, również bawełnianym, ale dwukrotnie cieńszym. Paris wygrywa to starcie – gama kolorów powala, włókno jest doskonałej jakości, a dzięki grubszej nici robótki przybywa bardzo szybko. Kupiłam 16 motków, a gdy okazało się, że najlepiej dziergać z dwóch nici jednocześnie, pomieszałam kolory i planowałam zrobić 8 gniazdek. Dlaczego widzicie tylko sześć? Są dwa powody.

Po pierwsze, robienie z podwójnej nici Parisa szydełkiem 5mm wykańczało moje dłonie i nadgarstki. Nie spodziewałam się, że robienie tak ciasno może mieć aż taki wpływ na moje ręce, ale autentycznie musiałam co 3-4 okrążenia robić krótką przerwę i rozciągnąć ręce, bo palce zaczynały drżeć, a skóra się obcierała. Właśnie, skóra! Dorobiłam się nawet odcisku, tak pracowicie podeszłam do sprawy :D

[*] Poznań pamięta

Przeszkadzał mi trzymać szydełko, więc musiałam zmienić chwyt. W momencie pisania tego posta został po nim tylko mglisty ślad, więc cieszę się, że zawczasu dokonałam stosownej dokumentacji fotograficznej ;) Ale nie zapominajmy o drugim z powodów, dla którego gniazdek jest mniej, niż zakładałam. Otóż 21.01.2020 dostaliśmy na grupie informację, że nie trzeba już dziergać! Wg szacunków bieżące potrzeby są już zaspokojone – cały świat włączył się w tę akcję i bardzo wiele bardzo zdolnych rąk wsparło ją swoją pracą. Bycie częścią czegoś tak niesamowitego, nawet, gdy mój wkład to tylko te sześć śmiesznych kubeczków, sprawia, że się uśmiecham. Wspaniała akcja, cudowna mobilizacja, mam nadzieję, że każdy przedmiot się przyda.

Porównanie wysokości koszyczka zwiniętego i rozłożonego

Czeka je jeszcze pranie oraz odkłaczenie (dwa koty na pokładzie też bardzo chciały pomóc braciom-zwierzętom z odległego kontynentu. Fuks to zwłaszcza chciał pomóc śpiąc w torbie na włóczkę. No bohater akcji, mówię Wam) i w piątek zaniosę swoje udziergi do jednego z punktów odbioru, które potem przekazują to do centrali, która to dalej wysyła te całe uszyte i udziergane gesty wsparcia do Tomboye, całkiem blisko Canberry. Trochę głupia sprawa, moje gniazdka zobaczą więcej świata niż ja…. ale nie będę aż tak im zazdrościła, wiem, że przed nimi dużo ciężkiej pracy :)

Dziobak ciągle zadowolony!

Zakończę ten wpis tak, jak zaczęłam – jestem pod kolosalnym wrażeniem tego, jak fantastycznie ludzie, nawet z najodleglejszych zakątków naszej planety, potrafią zareagować w tak dramatycznych sytuacjach. Jestem bardzo dumna, że tyle osób było w stanie tak sprawnie się zorganizować, by pomóc zupełnie obcym ludziom żyjącym pół świata dalej. Mam nadzieję, że Austarlia, Australijczycy oraz ich unikatowe ekosystemy zdołają się zregenerować. Silniejsi, mądrzejsi i bardziej czuli na punkcie świata, który ich otacza.

2 thoughts on “#torbadlatorbacza

  1. Świetne torby, fantastyczna akcja! Trudno patrzeć na zdjęcia, a co dopiero być tam na miejscu i doświadczać tego wszystkiego. Zwierzęta, tak jak małe dzieci, są bezbronne i zagubione, dlatego jest to tak szczególnie wstrząsające. Jednak po raz kolejny nieszczęście uruchomiło ogromne pokłady dobra. Ty jesteś jedną z tych dobrych duszyczek, a to powód do dumy. Brawo Ty!!!

  2. Wspaniałe gniazdka i z jakim poświęceniem robione. Wcale się nie dziwię, mają ważną misję do spełnienia ;) Ja także strasznie się przejęłam sytuacją w Australii… Szkoda, że dopiero teraz dowiaduję się o tej akcji, z chęcią bym się przyłączyła. Z drugiej strony aż serce rośnie na myśl, że tak krótko trwała. Cały świat ruszył z pomocą i to jest piękne :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *