Vintage Rainbow Mandala

Vintage Rainbow Mandala

Czas izolacji spędzam na projektach, które zawsze chciałam zrobić, ale jednak coś mnie od nich odciągało. Kolejnym po indiańcach doskonałym przykładem jest dziergana mandala. O rany, jak one mi się podobają! Jako podkładka pod kubek, jako poduszka, dywanik, ozdoba okna….! Jest tyle cudownych wzorów, zarówno płatnych jak i darmowych, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja też znalazłam, na blogu Crafty CC, którego autorką jest australijka Celine. Na jej stronie znajdziecie dwa darmowe wzory, ja wybrałam ten nazwany Vintage Rainbow Mandala, bo oczarował mnie od pierwszego wejrzenia.

Uwiódł mnie przede wszystkim kształt. Nieoczywisty, kojarzący się z kwiatem, idealnie pasuje na wiosnę (zwłaszcza taką, z której nie do końca można korzystać). Pierwsza powstała ta najbardziej kolorowa – chciałam poznać wzór, więc brałam do ręki ten kolory, który akurat wydawał mi się pasować. Na początku nie byłam fanką ostatecznego rezultatu, dlatego od razu skomponowałam zestawy na bardziej przemyślane i stonowane wersje. Teraz jak na nią patrzę to nie jest wcale taka zła, nie wiem, o co mi chodziło ;)

Wzór nie jest trudny, ale trzeba być uważnym, czyli na przykład nie patrzeć jednym okiem w serial. Jeśli jednak chcecie oglądać serial, to zwróćcie uwagę, żeby w 9 rzędzie robić poprcorny a nie puffy ;) Były wpadki, ale część wzoru świadomie robiłam po swojemu. W dwóch rzędach (3 i 10) gdy trzeba obrabiać półsłupkami lub półsłupkami nawijanymi łańcuszek z poprzedniego rzędu, to robiąc taką liczbę oczek jak sugeruje wzór dla mnie było za rzadko. Dodawałam więc po jednym oczku więcej w rzędzie 3, a w 10 to już pełna samowolka – dodawałam tak dużo, żeby cały łańcuszek był ukryty w półsłupkach.

Ogólnie bawiłam się fajnie, choć jakoś te środki słabo mi wychodziły. Zwłaszcza fioletowy okropnie się rozciągnął. Mimo tego wszystko wyszło ładnie, choć przez większą część dziergania praca strasznie się zwija. Jeśli będziecie próbowali swoich sił, nie przestraszcie się tego – ostatecznie wszystko się prostuje.

Największy problem miałam – a jakże! – ze zdjęciami. Od rana było ładne słońce, więc optymistycznie podeszłam do tematu i byłam przekonana, że wszystko wyjdzie super w naturalnym świetle. Może wybrałam złe miejsce, ale zdjęcia wyszły trochę za ciemne, a próby rozjaśniania ich w programach graficznych kończyły się jak poniżej. To dwa różne zdjęcia, ale bardzo podobne – pierwsze prosto z aparatu, na którym kolory mandali są oddane wiernie, ale białe tło jest zupełnie szare, a drugie foto po wybieleniu tła, z zupełnie przejaskrawionymi kolorami udziergu. Ewidentnie nie ogarnęłam dzisiaj balansu bieli.

Machnęłam też zdjęcie moje „profesjonalnego” studio, bo sama śmiałam się, jakich technik używam, by uwiecznić te moje rękodzielnicze podrygi :D Może czas zainwestować w statywy do blend…? W ogóle same blendy bardzo polecam. Wiem, że dzisiaj tego nie widać, ale używam ich w zasadzie cały czas i robią ogromną różnicę, a nie są drogie.

Co jeszcze mogę Wam napisać. Mandale mają po 20 cm średnicy, a zrobienie jednej (bez patrzenia na serial! ;) zajmuje ze dwie godzinki. Użyłam baaaardzo wielu motków YarnArt Jeansu oraz Vlny Jeans oraz szydełka 4,5mm. Naprawdę dobrze bawiłam się robiąc te kwiatki, chociaż nie mam jeszcze bladego pojęcia, jak je wykorzystam. Chciałam po prostu zrobić coś wesołego i kolorowego, tak na poprawę nastroju ;)

6 thoughts on “Vintage Rainbow Mandala

  1. Śliczne są! Kolorowe, wesołe wiosenne kwiatki :). Jakoś nigdy nie złapałam mandalowego bakcyla, a te wyjątkowo mi sie podobają ;).
    Pozdrawiam!

    1. Ooooo, jaki piękny pomysł! niestety w mieszkaniu z dwoma kotami żadne serwety, obrusy czy bieżniki nie mają rację bytu… Przynajmniej moje kudłacze zawsze polują na te elementy ;)

  2. Rewelacyjne kwiatki. I powiem Ci, że każdy jest wyjątkowy, czego dowodem jest właśnie dobór kolorów. Ta całkiem kolorowa to Pani wiosna, do niebieskiej i fioletowej ja pewnie zrobiłabym resztę kolorów tęczy i powiesiła na jakimś kijku na ścianie jako ozdoba. Po co? Nie wiem :D

    A powiedz mi, co to są te blendy i jak się z nich korzysta?

    1. Blendy to takie odbijające światło powierzchnie. Na tym zdjęciu „zza kulis” to te dwie płaszczyzny, które wyglądają jak folia aluminiowa :D Układa się je w taki sposób, by odbijały światło w kierunku fotografowanego przedmiotu. Można kupić gotowe – ja mam te dwie, które widać – i każda z nich ma aż cztery powierzchnie w różnych kolorach, by odbijać światło bardziej zimne, ciepłe itp. Ale taką podstawową blendę to można zrobić samemu np właśnie z folii aluminiowej owiniętej na kartonie albo z kawałka bieluśkiego brystolu, który też odbije trochę światła :)

  3. Są śliczne i kolorowe i na pewno mnie poprawiły humor. Wsadziłabym je w ramkę i powiesiła na ścianie, ot co! ;) Ja mam na szydełku kolejną chustę z Flowersa – pierwszą, z różnych przyczyn, robiłam ponad pół roku. Czeka na blokowanie, z nadzieją, że się naprostuje ;) Druga idzie mi zgrabniej i może będzie moją „kwarantannową” robótką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *