Wężowe ciekawostki

Wężowe ciekawostki

Hej, jeśli to czytasz, to znaczy, że zainteresowało Cię to, co napisałam we wpisie o szydełkowym wężu Sebastianie. Bardzo się cieszę, że chcesz trochę oswoić ten niezwykle egzotyczny temat! To co, już bez przedłużania, przedstawiam moje sznurówki:

Monti, Python regius

To zdjęcie na żarówce to jedno z pierwszych, przeszło 5 lat temu. Jak do na przyszła, ważyła niecałe 100g, czyli tyle, co porcja frytek z McDonaldsa! Jej obecny rozmiar lepiej prezentuje zdjęcie po prawej; w taką oponkę zwija się w swojej jaskini gdy odpoczywa. W końcu (mimo notorycznego niejedzenia) przekroczyła 2kg wagi i ma około 140cm długości, więc zrobił się z niej fajny średniej wielkości wąż. Spośród pytonów, to jeden z najmniej okazałych gatunków, ale ta nazwa „królewski” robi wrażenie, co? ;)

Twix, Heterodon nasicus

Po lewej zdjęcie z dnia zakupu, po prawej… a nawet nie wiem kiedy ostatnio udawała pęto krakowskiej, ale robi to regularnie. Na ten moment panna liczy 2 lata, waży 195g (ważona dzisiaj, tj 28.07.2020) i mierzy około 50cm. Ale wiecie, węża ciężko się mierzy, bo rzadko toto lezie po prostej ;) Strasznie fajny gatunek, z charakterystycznym, zadartym noskiem. W dodatku na bank spokrewniony z kretami – te węże kochają kopać! Twix najczęściej odbywa te swoje podróże do wnętrza Ziemi i wychodzi tylko, jak jest głodna. Albo właśnie ma ochotę poudawać kiełbachę :D

FAQ, czyli co każdy chciałby wiedzieć, ale boi się zapytać (żart, ludzie nigdy się nie boją, walą bezlitośnie prosto z mostu ^^”)

P: CZYM TY TO KARMISZ?!

O: Monti w tej chwili je szczury, około 150g. Powinna większe, jest na to odpowiednio duża, ale nie chce. Po prostu nie chce. Jak jej jedzenie nie odpowiada to się nawet nie zainteresuje. Strasznie focha się na pokarm, potrafi przestać  jeść zupełnie bez powodu, a po pół roku bez powodu znowu zacząć. Ten gatunek tak ma, przywykłam. Natomiast Twix je myszki, niewielkie, po 10-15g, wcina dwie na raz. I zjadła by i trzecią i czwartą, gdybym jej dała, bo to z kolei straszny łakomczuch! Ale nie chcę jej zatuczyć, 10-15% masy ciała węża wystarczy na jeden posiłek.

P: I gdzie się kupuje te szczury, normalnie w zoologicznym?

O: I tak i nie, bo większość sklepów jednak nie prowadzi takiego towaru, popyt jest… umiarkowany, nazwijmy to. Raz nawet wprawiłam w zupełne osłupienie załogę jakiegoś małego, osiedlowego sklepu zoologicznego, gdy wpadłam z uśmiechem na ustach i pytaniem o mrożone gryzonie. Byli autentycznie przerażeni, nie nie nie, my tu TAKICH RZECZY nie sprzedajemy. Co najmniej jakbym w spożywczaku pytała o jakieś zabawki erotyczne :D Ale są specjalistyczne sklepy terrarystyczne, w dużych miastach nie ma problemu, żeby kupić zwierzęta karmowe dla gadów.

P: Czekaj czekaj, MROŻONE GRYZONIE?! I gdzie to trzymasz, W ZAMRAŻARCE, TAM GDZIE JEDZENIE?!

O: O, to jedno z moich ulubionych! TAK :D Nie wiem, jak reszta świata, ale ja w zamrażarce trzymam martwe zwierzęta. I żeby było jasne, gryzonie to ułamek zawartości mojej zamrażarki, a dominują poćwiartowane truchła świń, krów, kurczaków… Nie wiem, dlaczego ludzi obrzydza mrożony szczur, ale mrożona krowa już nie. Chyba, że inni ludzie to trzymają jakoś luzem w tej zamrażarce – ja mam wszystko popakowane w woreczki i pudełka, naprawdę nie widzę problemu. A kupuję mrożone bo tak łatwiej: zawsze jest pod ręką, nie śmierdzi i nie trzeba karmić, jak żywego, no i martwy nie stanowi zagrożenia dla węża. Bo nie wiem, czy wiecie, ale taki 200g szczur w trakcie walki o życie z wężem, jest w stanie pogryźć go do kości, wyłupić oczy i inne takie atrakcje (tutaj zdjęcia – TYLKO DLA ODWAŻNYCH). Dziękuję, ja swoje węże kocham strasznie, nie chcę, żeby im się krzywda działa.

Chwila przerwy na zdjęcie Monti, której się wydaje, że totalnie jest mistrzem kamuflażu:

Nie miałam serca mówić jej, że nie, nie jest. Wracamy do pytań!

P: Jak kupić węża? Ile to kosztuje?

O: To jest w ogóle proste jak bajka – szukamy sobie hodowcy, co w dobie internetu, forum internetowych, grup na fejsie itp jest naprawdę banalnie proste, a potem wykładamy odpowiednią ilość gotówki i… koniec. To serio proste. Koszt węża zależy od gatunku, płci, wieku, a w obrębie tego samego gatunku czy płci – od odmiany barwnej, tak zwanego morpha. Są węże, które autentycznie kosztują po kilkanaście tysięcy złotych, bo np są czarne w różowe kropki (noooo albo coś takiego :D). Moje dziewczyny są w odmianie barwnej classic, czyli po prostu takie jak w naturze. Takie są najtańsze… :D Ale nie chodziło mi o to, żeby wąż pasował kolorystycznie do dywanu, miał być zdrowy i w zasadzie tyle. Monti kosztowała mnie 120zł, Twix była droższa, bo to mniej popularny gatunek – 350zł. To ciągle nie tak dużo w porównaniu do tego, ile trzeba zapłacić za terrarium! Szkło, termostat, ogrzewanie, substrat, kryjówki…. Oj samo terra do Monti kosztowało z tysiaka. Dla Twix mniej, bo raz, że jest mniejsze, a dwa, że już lepiej wiedziałam, o co chodzi i skąd wziąć taniej niektóre rzeczy ;) I ważna rzecz: ani na zwierzaku ani na wyprawce do niego nie ma co oszczędzać!

P: Jak długo żyje wąż?

O: To sprawa bardzo zależna od gatunku. Po Monti można spodziewać się nawet 20 lat, Twix powinna dać radę 10, może 15. To całkiem sporo, jak na takie małe zwierzęta!

P: Uciekł Ci kiedyś?

O: Kiedyś słyszałam takie terrarystyczne powiedzenie: hodowcy węży dzielą się na dwie grupy: tych, którym uciekł kiedyś wąż i kłamców. Tak, Monti kiedyś nam nawiała, w pierwszym miesiącu od kiedy ją kupiliśmy! Do dziś nie jestem na 100% pewna jak, bo fakt, że była drobniutka, ale w terrarium nie było żadnej szczeliny, przez którą zmieściłaby się połowa jej obwodu, a co dopiero całość. W każdym razie, gdy tylko odkryliśmy, że węża nie ma w domu, rozpoczęliśmy zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą. Zaczęło się od przesłuchania świadków – ale oba koty wydawały się czyste. Dosłownie, żadnego krwawego pyska, znaczy że żadnej jej nie zjadł. Nie bądźcie zdziwieni – taki domowy wąż-pampuch w starciu z wyposażonym w ostre zęby i pazury kotem nie ma szans. Serio. Nie postawiłabym na węża żadnych pieniędzy w takim starciu. No i szukaliśmy jej, szukaliśmy, aż znaleźliśmy pod biurkiem, na którym stało terrarium ;) Daleko nie uciekła, tylko wpełzła pod szafkę, bo od tyłu brakowało listewki. Tak więc info z pierwszej ręki – wąż na gigancie siedzi skitrany w kącie, marznie i stara się NIE UMRZEĆ. Takie to straszne rzeczy robią te węże.

Teraz przerwa na ślicznego pycholka Twixi z zadartym noskiem!

Matko jaka słodka żaba <3

P: Po co w ogóle takie zwierzę? To się ani nie przytuli, ani nie przywita, jak wracasz z pracy…

O:…ani w kapeć nie narobi, kanapy nie pogryzie, nie wyje po nocach, nie powoduje alergii, jak chcesz wyjechać na wakaje, to generalnie pakujesz walizkę i NARA! Węże są super wygodne w hodowli, grzecznie siedzą u siebie, czasami porobią jakiś teatrzyk w terrarium (Twix jakiś czas temu zrobiła sobie huśtawkę, SERIO!!). Samo terrarium potrafi być bardzo ozdobne, zależy oczywiście, jak kto sobie urządzi. Ale to, jak niewiele trzeba uwagi poświęcać im na co dzień to jest złota rzecz. Ja co rano sprawdzam, czy obie są w swoich terra (o ile je widać, bo może Ktoś akurat bawi się w kretowęża), szybki rzut oka na termostat i… tyle. Raz w tygodniu karmię Twix, Monti trochę rzadziej, raz na 10-14 dni. Sprzątnę kupę, jak akurat zauważę. Z kupami to jest w ogóle śmiesznie, (tak, właśnie zaczęła się dygresja o kupach) bo Monti przez to, że je rzadko, no to i kupę robi rzadko. W tym roku na przykład była jedna kupa do tej pory. Ale za to, jak już zrobi…..! MATKO ŚWIĘTA jak to capi. I jakie to jest wielkie!! Serio, nie przesadzę jak napiszę, że robi teraz dwójki takiej wielkości, jak przeciętny czytelnik mojego bloga. Od razu jest wielkie sprzątanie, ewentualnie mycie wyposażenia, jeśli akurat ekskrementy coś dotykały. Twix wali kupsztale regularnie po posiłku, a że posiłki są raz w tygodniu, to i klocek też przynajmniej jeden. Ale co to jest za kupeczka, proszę Państwa, taka tam grudka. Tylko ta mała łajza zwykle robi je pod powierzchnią podłoża, więc raz w tygodniu jest wyciąganie węża i przetrząsanie trocin (tak, siedzi na odpylonych trocinach, jak chomik :D) w poszukiwaniu, ekhem, skarbów.

P: Słyszałam o koleżance znajomego kolegi szwagra sąsiada właściciela psa, z którym syn wujka proboszcza chodził do podstawówki, że wąż się rozciąga i przymierza, żeby Cię zjeść!

O: Nie chciałabym dostawać złotówki, za każdym razem, jak to słyszę. Chciałabym, żeby za każdym razem osobie, która to mówi, przez rok notorycznie rozwiązywały się sznurówki. Albo żeby winda zawsze uciekała. ECH. Nie, węże tak nie robią. Jak Wy to widzicie, taką strategię przetrwania, że drapieżnik musi podejść do ofiary, pomierzyć sobie długość, szerokość, a potem opcjonalnie CAP JĄ ZA KARK i zjeść? No ludzie drodzy… Ze wszystkich węży na naszej planecie, są chyba ze dwa gatunki, które miałyby fizyczne możliwości opędzlowania człowieka. I u żadnego z nich człowiek nie figuruje w menu, za dużo z nami problemów. A żeby trzymać takie bydle w domu to chyba trzeba mieć żelazne papiery. I dostęp do prosiaków prosto ze wsi, żeby wykarmić podopiecznego ;) Wiecie, ja jestem większa od mojego kota. Od obu, w zasadzie. Czy to znaczy, że tylko czekam, żeby je zjeść? No nie! Bo to, że coś jest dłuższe od czegoś innego, nie znaczy, że się jedno w drugie zmieści. Żaden z moich węży nie zjadłby kota. Nawet małego. Monti może jak jeszcze podrośnie to da radę królikowi, ale mowa o takim małym, domowym, a nie tym bydlaku ze wsi, co to ważny kilka ładnych kilo. Więc nie, węże nie mierzą się do ludzi, żeby ich zjeść, nie jedzą ich w ogóle, oraz generalnie to, że są od czegoś dłuższe nie znaczy, że mają to w karcie dań.

Z ciekawostek, o które nikt nie pyta, ale ja i tak je opowiadam:

  • Monti podlega pod CITES – to znaczy, że jest zarejestrowana w urzędzie jako zwierzę, które pochodzi z hodowli, a nie z odłowu w naturze oraz jest podany jej aktualny adres pobytu. Tak, mój wąż ma meldunek! :D
  • Twix jest warunkowo jadowita – to znaczy, że jej ślina jest niebezpieczna dla zwierząt, którymi żywi się w naturze. A że są to ropuchy, to człowiekowi serio nic nie grozi. Jest jeszcze kilka powodów, dla których mimo tego jest bardzo dobrym towarzyszem do domu: nie ma typowych zębów jadowych, jakie widzicie w głowie myśląc o jadowitym wężu. O nie, to żaden grzechotnik. Jej „zęby jadowe” są umieszczone szalenie wygodnie zupełnie z tyłu szczęki, więc nie dość, że musi najpierw ugryźć, to potem jeszcze naciągnąć się na ofiarę, żeby z tych zębów jakaś toksyna w ogóle skapnęła do rany. Kosmicznie precyzyjne narzędzie śmierci. ALE! Te węże znane są z zupełnie innych strategii obronnych, bo same wiedzą, że ten ich „jad” to popierdółka a nie jad. Więc w pierwszej kolejności syczą jak wściekłe i spłaszczają skórę wokół głowy żeby wydawać się większymi niż są – każde zwierzę przy zdrowych zmysłach zostawi je wtedy w spokoju. Następnie, „strzelają” w stronę napastnika, tj gwałtownie wypuszczają głowę, dokładnie tak, jakby chciały zaatakować. Tylko, że… robią to z zamkniętym pyskiem, są filmy w slowmotion, true story. Ale najlepsze mam na koniec: gdy wszystko zawiedzie, a widmo śmierci zagląda w te czarne jak węgielek wężowe oczka, heterodon… udaje martwego. Przewala się brzuchem do góry, potrafi zrobić kupę, aby dodać nieco smrodka, wywala jęzor, a te najbardziej uzdolnione potrafią przerwać jakieś naczynko krwionośne w podniebieniu, żeby z pyska polała się krew. No bo jak z pyska poleje się krew, to nie ma opcji, UMAR NA ŚMIERĆ, a przyczyną był zgon. To wszystko szczera prawda, pogooglajcie „heterodon nasicus defense” albo podobne. Gwarantuję, że wąż z poniższej fotki żyje, tylko odstawia teatrzyk:

Nature Picture Library Western Hog-nosed Snake (Heterodon nasicus ...

No jak tu ich nie kochać? :D